Ellen Ripley kontra Pogromczynie Duchów, czyli wzloty i upadki kobiecego kina akcji

Zwykle gdy słyszymy termin „kino akcji”, do głowy przychodzą nam wybuchy, pościgi i spocone bicepsy arnolda schwarzeneggera… Nie? Tylko ja mam tak z Arniem? Dobra, dobra, bez udawania. Większość z nas, millenialsów (bleh), wychowała się na ramówce Polsatu lat 90. i przełomu wieków. Tam próżno było szukać wysublimowanej kinematografii, za to Prawdziwe Kłamstwa i Terminator leciały średnio co miesiąc. Wyższe stany średnie mógł stanowić najwyżej Clint Eastwood jako brudny Harry. Ale czy kino akcji to domena mężczyzn?

Absolutnie nie! Jeśli ktoś tak uważa, to chyba ma bardzo wybiórczą pamięć. Ostatnio przeglądając mroczne czeluści internetów natknąłem się na wątek, który wzbudził we mnie zdecydowany sprzeciw. „Baudzo menski menszczysna” stwierdził, że nie istnieje coś takiego jak kobiece kino akcji; a nawet gdyby istniało, to nikt by tego nie oglądał. Dla uściślenia, termin oznacza film akcji, w którym rolę główną (bądź role główne) odgrywa kobieta (kobiety). No więc nieco zbulwersowany, ale jednak “na pełnym trybie zen”, odpisałem Panu znawcy pytaniem czy słyszał o takich filmach jak Salt, Lucy, Anna, cała seria Obcego, obie części Kill Bill, Death Proof, Tomb Raider, Wonder Woman, ostatni Mad Max? Mój rozmówca odpowiedział mi jedynie “aha, no tak, zapomniałem o tych filmach, sorry”. Owa wymiana zdań zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego ktoś chciałby gnębić takie produkcje; udawać, że ich nie ma.

Kopanie tyłków nie ma płci

Już te kilka przykładów filmów, w których Panie dawały popalić komu trzeba, powinno każdej osobie – tak jak mojemu nieszczęsnemu rozmówcy – dać do zrozumienia, że kino akcji jest bardziej sfeminizowane niż mogłoby się wydawać. Pytanie: czy to się dostrzega? Nie chcę rozsądzać, rzucać szumnych haseł, że kobiet z gnatami, mieczami, za sterami pojazdów wojskowych się w tych rolach nie docenia. Ja doceniam, wszyscy mi znani osobiście ludzie doceniają (o ile w ogóle doceniają filmy akcji). Z drugiej strony gdzieś tam w świecie (jak miałem niefart się przekonać) są też ludzie o odmiennej opinii.

Jest przecież w czym wybierać! Film, który leży u podstaw uniwersum Conana, czyli Czerwona Sonia. Klasyk kina science-fiction z 1968 roku Barbarella, w roli tytułowej rewelacyjna Jane Fonda. Charlize Theron jako pochodząca ze świata animowanego futurystyczna bohaterka Aeon Flux. Cały zestaw filmów, w których pierwsze skrzypce grała Milia Jovovich na czele z adaptacją niesłabnącej popularności serii gier – Resident Evil. Produkcji, w których kobiety (tak jak Sly Stallone, Jason Statham, wspomniany we wstępie Arnold czy… Chuck Norris) niszczą, biją, strzelają, uciekają, infiltrują, słowem – walczą z armiami pechowców, jest całe mnóstwo. I wcale nie ustępują jakością eksplozji od masakry, którą można oglądać w wykonaniu Johna Rambo. Wystarczy zobaczyć, jak pięknie miażdży swoich wrogów Gina Carano, prywatnie utytułowana zawodniczka MMA, w filmie Haywire.

Raz na motocyklu, raz pod czołgiem

W tym wszystkim jest oczywiście jedno małe „ale”, które nie powinno nikogo zaskakiwać. Filmy, w których główne role odgrywają kobiety, tak jak wszystkie filmy, mogą być “dobre” i “złe”. Oczywiście to, co dana osoba uzna za dobry bądź zły element filmu, jest w dużym stopniu kwestią subiektywną. Być może wśród czytelników niniejszego tekstu są osoby, które polemizowałyby ze mną już na poziomie wymienionych wyżej pozycji czy aby rzeczywiście są to filmy godne polecenia. Spokojnie, ja sam przyznam, że wszystkich części Resident Evil nie obejrzałem. O gustach podobno się nie dyskutuje, dlatego zamiast zastanawiać się nad wyższością takiej czy innej produkcji nad pozostałymi chciałbym poruszyć inną kwestię – pomysł.

Od pomysłu zaczyna się każde dzieło sztuki, cała reszta to już działania zmierzające do przekucia pomysłu w rzeczywistość. Obecnie trudno o oryginalność, zwłaszcza w tak wąskim zakresie gatunkowym jakim jest kino akcji. Niemniej, jako dziennikarz zawsze wychodzę z założenia, że nie jest ważne mówienie o tym samym temacie po raz kolejny, ważne jest, że mówię swoim głosem. Tu upatruję źródło ostatnich spektakularnych porażek intensywnie zapowiadanych blockbusterów, gdzie główne role należały akurat do kobiet. Myślę tu zwłaszcza o Pogromczyniach Duchów, Aniołkach Charliego, Ocean’s 8 czy niedawnej premierze – Ptakach Nocy. Te filmy określiłbym jako… co najwyżej średnie, głównie dlatego bo zawiódł moim zdaniem właśnie pomysł.

I did it my way…?

W 2018 roku aktorka Rachel Weisz, prywatnie żona Daniela Craiga, została poproszona o komentarz do trwającej ówcześnie debaty na temat “czy Bond może być kobietą?”. Weisz odpowiedziała, że jej zdaniem obsadzenie w roli typowo męskiej kobiety nie wyświadczy przedstawicielkom jej płci przysługi, bo pokaże tylko, że kobiety nie mają pomysłów na własne role i fabuły. Podobnego zdania zresztą jest producentka ośmiu ostatnich Bondów, Barbara Broccoli.


“Nie jestem szczególnie zainteresowana przejmowaniem męskiej postaci i graniem jej przez kobietę. Myślę, że kobiety są o wiele bardziej interesujące” – powiedziała magazynowi Vanity Fair.


Trudno się z tym nie zgodzić patrząc na wyniki box office Pogromczyń Duchów, które miały być nowym, świeżym spojrzeniem na dawny klasyk. Niestety, spojrzenie okazało się chyba krótkowzroczne. Jeśli film, który kosztował 144 miliony dolarów, na całym świecie przyniósł dochód na poziomie blisko $230 milionów, to coś ewidentnie poszło nie tak. Z punktu widzenia dzisiejszego Hollywood zysk niecałych $90 milionów to kiepski wynik. Reżyser filmu Paul Feig w wywiadzie dla portalu SiriusXM winą za porażkę obarczył… rasizm i seksizm. Mało tego, powiązał słaby wynik finansowy w Stanach Zjednoczonych ze zmęczeniem administracją Baracka Obamy i ruchem anty-Hilary Clinton.


Jaki będzie Bond w 2020 roku?

Now(sz)e szaty bonda

Cary Fukunaga może mieć w zanadrzu arcydzieło kina akcji. Reżyser po raz pierwszy ma do czynienia z niezmieszanym Martini, ale może wstrząsnąć tasiemcem o Jamesie Bondzie.


Tymczasem Ghostbusters w wydaniu z 2016 roku to po prostu średnio napisana kalka legendy Billa Murraya i Dana Aykroyda; z żartami które miały być bardziej strawne dla żeńskiej publiczności i ubranym w O WIELE za ciasną koszulę Chrisem Hemsworthem. Jeśli tak ma wyglądać feministyczne kino sci-fi to ja odsyłam na pokład statku badawczego Nostromo po wskazówki jak to powinno się robić. O ile żeńska kontynuacja filmów o pomysłowych włamaniach do pilnie strzeżonych skarbców (Ocean’s 8) była całkiem udanym filmem, tak nie sposób tu nie przypomnieć słów Rachel Weisz i Barbary Broccoli o odtwarzaniu “męskich” produkcji z kobietami w rolach głównych. Wszyscy chyba się zgodzimy, że Panie stać na więcej.

W debiutanckich czasach Sigourney Weaver nikt nie wiązał filmu, w którym kobieta samotnie walczy z krwiożerczym monstrum, z ruchem zmierzającym do równouprawnienia. Wtedy to był po prostu film rozrywkowy, do którego nikt nie próbował na siłę dorabiać ideologii. Z drugiej strony, jeśli film był zły, też nie próbowano tłumaczyć tego zmową patriarchatu… Przypadek ostatniego Ghostbusters nie jest w tym odosobniony. W ten sam sposób porażkę box office swojego ostatniego filmu tłumaczyła Elisabeth Banks, reżyserka najnowszej odsłony Aniołków Charliego. Przy budżecie na poziomie $55 milionów, przychody z biletów w wysokości $73 milionów to klapa finansowa, przy której zwrot kosztów produkcji i tak jest sukcesem. Co Pani Banks na to? Jej zdaniem to wina maskulinistycznej kultury, która nie jest gotowa na silne kobiety sprzedające kopniaki adwersarzom. No tak, zapewne dlatego Czarna Mamba Quentina Tarantino przeszła bez echa… Oh, wait…

Nadgorliwość gorsza od sami wiecie czego

Wiele zła we współczesnym kinie rozrywkowym jak dla mnie bierze się z tego, że twórcy koniecznie chcą przekazać światu jakieś nośne hasła i robią to nieudolnie lub naiwnie. No bo jak można traktować poważnie “fantastyczną emancypację pewnej Harley Quinn” kiedy przez cały film Harley rozpacza nad swoim byłym chłopakiem – Jokerem? Co więcej, tytuł filmu to Ptaki Nocy: inspiracją jest tutaj seria komiksów o zespole super antybohaterek pod taką właśnie nazwą. Owe super antybohaterki w filmie są, ale jakby ich nie było. Na pierwszym planie (co widać nawet na plakatach) jest Harley… i właściwie tylko ona. Dostała zdecydowanie więcej czasu ekranowego niż jej koleżanki z planu. Decyzja o stworzeniu filmu zapadła pod wpływem ogromnie pozytywnych reakcji fanów na australijską gwiazdę Margot Robbie w filmie Suicide Squad, gdzie zagrała rolę Harley po raz pierwszy. Szybka dedukcja prowadzi nas do prostego wniosku – film miał zbić kapitał na Robbie jako Quinn, a cała reszta była kiepskiej jakości tłem. I to jest film, który ma “emancypację” w tytule. Trochę słabo.

Hollywood robi filmy na siłę nie tylko w obszarze mylnie rozumianego feminizmu. Przykładem kina rozrywkowego robionego „na siłę” niewątpliwie jest Liga Sprawiedliwości, która została zrealizowana niemal na zawołanie – tylko po to, aby konkurować z kinowym uniwersum Marvela i serią Avengers. Starcie na ringu godne słynnego spotkania Andrzeja Gołoty z Lamonem Brewsterem, gdzie ten pierwszy padł w 52 sekundzie walki. Innymi słowy, filmy kręcone “na siłę” to szerszy problem, który dotyczy też innych wrażliwych obszarów ideologicznych czy politycznych, jak chociażby dywersyfikacja rasowa obsady – ale tego tematu wolę nie poruszać.

Barracuda!

Kobiece kino akcji ma swoje miejsce w kinematografii i jest to miejsce zaszczytne. Jedyny warunek, aby tak pozostało, to oryginalność. To samo tyczy się filmów akcji w ogóle; jeśli takowy jest robiony bez pomysłu, to wiadomo, że będziemy mieli do czynienia z gniotem. Mój ulubiony przykład pomysłowego, oryginalnego kobiecego kina akcji to Atomic Blonde, gdzie barwna stylistyka i ścieżka dźwiękowa lat 80. łączy się z brudnymi interesami siatki szpiegowskiej Berlina podzielonego murem. Główna bohaterka to silna, pozbawiona skrupułów agentka brytyjskiego wywiadu, a jednocześnie kobieta z krwi i kości. Ponownie w roli twardzielki Charlize Theron. Ona w ogóle jest moją idolką, jeśli chodzi o mocne, “złodupne” role, bo przecież można (a nawet trzeba) tu jeszcze wspomnieć o niezapomnianej Cesarzowej Furiosie z Drogi Gniewu. Film, nota bene, mocno kobiecy, jak na mroczny klimat post-apokaliptycznej pustyni. Znowu dzieło pomysłowe, oryginalne (mimo że będące kontynuacją długiej serii) a więc docenione przez fanów i krytyków.

To też pokazuje jedną prostą rzecz: że da się i wcale jakoś wiele ku temu nie potrzeba. Do dobrze napisanej historii nie trzeba na siłę wsadzać żadnych haseł. Dobrze napisana historia, tak jak każda kobieta, potrafi obronić się sama.

KUBA PADUCH – Od 2016 roku reporter Radia ESKA w Krakowie. Wcześniej reporter Polskiego Radia i współtwórca radia studenckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego UJOT FM. Od dziecka gracz (głównie konsolowy), pasjonat Japonii i szeroko pojętej nerdowej popkultury. Wielbiciel kina rozrywkowego. Płakał pod koniec Metal Gear Solid 4 i w kinie na Avengers: Endgame. Jego życiowym idolem jest Son Goku.

Przeczytaj też:

A gdyby tak zrobić z Supermana komunistę?

Przyzwyczailiśmy się, że “superbohater” to pojęcie jednowymiarowe. Jakiś człowiek w mniej lub bardziej krzykliwym kostiumie z mniej lub bardziej krzykliwym przydomkiem, który porusza się – w różny sposób – po świecie i ratuje biednych maluczkich […]