I żyli długo i… szczęśliwie? Recenzja filmu „The Old Guard”

ZNANA Z ATOMIC BLONDE CHARLIZE THERON W NOWYM FILMIE NETFLIKSA STAJE SIĘ NIEFORMALNĄ PRZYWÓDCZYNIĄ „STAREJ GWARDII”. TO WOJOWNICY, KTÓRZY Z NIEZNANYCH PRZYCZYN PRZEŻYWAJĄ TYSIĄCLECIA, ICH RANY – NAWET ŚMIERTELNE – ZABLIŹNIAJĄ SIĘ W KILKA CHWIL, A ICH ORGANIZMY NIE ZAPADAJĄ NA ŻADNE CHOROBY. ANDY, A WŁAŚCIWIE ANDROMARCHE ZE SCYTII (W TEJ ROLI WŁAŚNIE THERON) JEST NAJSTARSZĄ Z TEJ ZALEDWIE CZTEROOSOBOWEJ EKIPY. W THE OLD GUARD POJAWIA SIĘ JEDNAK KTOŚ NOWY.

Po raz pierwszy o The Old Guard dowiedziałem się nad Wisłą w Krakowie. Na budynku dawnego hotelu Forum wisiała ogromna reklama filmu z sylwetkami głównych bohaterów oraz „odbiciem” przeciwległego brzegu Wisły, na którym wznosi się zamek królewski na Wawelu. Zastanawiałem się, co ta reklama ma wspólnego z produkcją wyglądającą na raczej standardowy film akcji. Nie dowiedziałem się do tej pory, ale chyba dobrze to oddaje ogólną myśl, która towarzyszyła mi podczas seansu: The Old Guard niezbyt ma na siebie pomysł, ponadto scenariusz potraktowany jest po macoszemu, a pod względem operatorskim czy aktorskim trudno doszukiwać się tu czegokolwiek intrygującego. Film jest adaptacją komiksowej serii Grega Rucki z 2017 roku i pierwowzoru, przyznaję, w rękach nie miałem. To może i lepiej – produkcję Netfliksa, która trafiła do oferty 10 lipca traktowałem podczas oglądania jako osobny byt, który od początku do końca opowiadać powinien dobrą historię bez względu na to, że bazuje ona na innym dziele – tym bardziej, że za scenariusz odpowiadał Greg Rucka, czyli autor komiksów, o czym napisałem na początku tego akapitu. (ilustracja po prawej znaleziona na Reddicie)

Świeża krew w starej gwardii

Tytułowa „stara gwardia” to grupa najemników, którzy przez tysiąclecia wpływają na bieg historii. Oprócz cynicznej Andy (wybaczmy jej, ma kilkanaście/dziesiąt tysięcy lat), którą niegdyś czczono jako boginię The Old Guard to również Nicky, Joe i Booker. Grupa dostaje zlecenie uratowania zakładników – okazuje się jednak, że misja jest pułapką, po której „gwardziści” trafiają na celownik koncernu farmaceutycznego (dysponującego własną armią) chcącego odkryć i spieniężyć sekret nieśmiertelności. Tu w buty czarnego charakteru, szefa firmy – Merricka – wcielił się Harry Melling. Ciekaw jestem, kiedy znudzi mu się granie czarnych i zarazem chaotycznych charakterów (przykładem niech będzie znienawidzony Dudley Dursley z cyklu o Harrym Potterze). To jednak tylko jeden z dwóch najważniejszych motywów w filmie – drugi to historia Nile (w tej roli młoda aktorka KiKi Layne). Dziewczyna jest żołnierzem U.S. Marines i podczas jednej z akcji zostaje śmiertelnie ranna. Śmiertelnie? No, jak się okazuje, niekoniecznie. Gdy nagle zdrowieje, drogi Nile i najemników się splatają.

Zabili go i uciekł

Moim głównym zarzutem wobec filmu Giny Prince-Bythewood są papierowe postaci z płytkim życiorysem. Twórcy z pewną dozą pieczołowitości starają się zainteresować widza tajemniczą historią Andy, jednak stawiając kolejne pytania na temat jej przeszłości ani razu na nie nie odpowiadają. W efekcie widz nie wie, ile kobieta ma lat, po co właściwie wdała się w walkę o dziejową sprawiedliwość, jakim cudem potrafi tak dobrze posługiwać się technologią (i językiem!) XXI wieku – i tak dalej. Ten sam zarzut dotyczy zresztą, co gorsza, samej idei stojącej za filmem. Dlaczego najemników jest tak mało? Dlaczego nie umierają? Dlaczego widzą siebie nawzajem w snach? Odpowiedzi na te pytania chce poznać rzeczony Merrick (z pobudek czysto materialnych, rzecz jasna) – i szczerze mówiąc bardziej banalnej relacji między superbohaterami i czarnym charakterem ze świecą szukać. To samo można zresztą powiedzieć o samych superbohaterach (nie umierają to nie umierają, po co drążyć temat?) i postaci Merricka (Harry Melling odstawiający karykaturę bossa z Big Pharmy nie najlepiej pasuje do narracji przepełnionej patosem).

Nie twierdzę, że odpowiedź na powyższe pytania powinna być podana jak na tacy, ale przydałyby się jakiekolwiek wskazówki, których w The Old Guard po prostu nie ma. Zamiast tego dostajemy możliwość swobodnego fantazjowania o szczegółach biograficznych bohaterów, ich motywacjach i o samym fenomenie nieśmiertelności. Nadzieję na to, że elementy układanki złożą się w sensowną całość, niesie otwarte zakończenie filmu, sugerujące powstanie kolejnej części z nieco ciekawszą, głębszą fabułą (skąd takie podejrzenie – nie mogę zdradzić, bo wiązałoby się to ze znaczącymi spoilerami). Tło fabularne szerzej opisane jest za to w promocyjnym filmiku Netfliksa The Old Guard Through History i wydaje mi się, że to całkiem trafna próba uzupełnienia tego, co w samym filmie nie ma lub o czym moglibyśmy zapomnieć, analizując życiorysy protagonistów – dopiero z tego kilkuminutowego „post scriptum” dowiadujemy się, że Andromerche ze Scytii pamięta czasy piątego tysiąclecia przed naszą erą.

Program Nieśmiertelność+

Wydarzenia w The Old Guard podzielić można na trzy kategorie. Pierwsza to sceny walki. Dzieje się tutaj sporo: bijatyka w spadającym samolocie, strzelanina w bunkrze, w rzeczonej firmie farmaceutycznej. Druga część scen to rozmowy naszych najemników – te przypominają nieco narady wojenne i to w nich najwięcej dzieje się fabularnie, są też uspokojeniem od gęsto naładowanych scen akcji. Trzeci element to odrębnie potraktowana historia Nile, najmłodszej wojowniczki, która przyzwyczaja się do swojej nowej tożsamości i do faktu, że emeryturę pobierać będzie najprawdopodobniej przez większość swojego życia. Niestety zagrana jest, w mojej opinii, dość nijako, a jej wątek nie porywa. Z zapartym tchem ogląda się niektóre sekwencje walki, ale i one mogłyby być ciekawiej zaplanowane, skoro twórcy mieli do dyspozycji tak potężną broń jak nieśmiertelność głównych bohaterów. Niestety, mimo całej „niezwykłości” najemników, sceny walki potraktowano dość sztampowo, klasycznie dla kina akcji i bez wykorzystania fenomenu „starej gwardii”. Problemem jest jednak przede wszystkim to, że charakterystyczne dla dynamicznych ujęć częste cięcia montażowe zbyt często pojawiają się w zwykłych rozmowach. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego niekiedy montażysta decydował się na dopychanie cięć nawet co pół zdania. Cierpią na tym sceny walki, które pod względem tempa nie są już takie imponujące i dynamiczne, jak być powinny.

The Old Guard to więc dość zwyczajny film akcji z elementami kina superbohaterskiego. Nie jest jednak tak, że pozbawiony jest jakiejkolwiek refleksji. Oglądając historię nieśmiertelnych najemników twórcy zadają nam szereg filozoficznych pytań: czy ludzkość powinna dążyć do nieśmiertelności? Czy to marzenie, które każdy przecież choćby przez chwilę miał w głowie, jest warte swojej ceny? Inna kwestia dotyczy tego, czy w jakimkolwiek konflikcie w historii świata możemy wyróżnić motywację dla zabijania wrogów, którą z czystym sumieniem nazwalibyśmy „słuszną sprawą”? I czy najgorszych, znienawidzonych nieprzyjaciół nie łączy z nami czasem dużo więcej, niż może się wydawać? Odpowiedzi na te pytania wydają się banalne, ale w kontekście historii naszych bohaterów stają się nieco bardziej zawiłe (jak na film akcji, rzecz jasna). Szczególnie wstrząsająca jest przeszłość Andy, która w średniowieczu posądzona została o czarnoksięstwo razem ze swoją odwieczną, również nieśmiertelną przyjaciółką. Więcej nie zdradzę oprócz tego, że to właśnie na tym wątku oprze się najprawdopodobniej kontynuacja The Old Guard.

Opowieść o nieśmiertelnych najemnikach to pomysł na piątkowy wieczór w gronie znajomych, z którymi chcemy zachwycać się widowiskowymi mordobiciami. Jeśli szukasz w filmie głębokiej historii, emocjonalnych wzruszeń czy rozbudowanych wątków romantycznych (których tutaj właściwie brak), to w The Old Guard tego wszystkiego nie znajdziesz. To film, który może trochę zaczarować tylko wtedy, jeśli obejrzymy go ze sporym przymrużeniem oka, najlepiej po lekturze komiksowego pierwowzoru. Jako bonus można dodać też to, że w The Old Guard znaczna większość rozwałki i przemocy to dzieło protagonistek, a więc jeśli cierpisz na niedobór „kobiecego” kina akcji, to The Old Guard może zapewnić Ci całkiem udaną dwugodzinną rozrywkę z popcornem w jednej ręce i drinkiem w drugiej.

Przeczytaj też: