„Tylko świnie siedzą w masce w kinie”. Koronasceptyk, Nowy gatunek celebryty

Nie tak dawno kolejne rekordy zakażeń koronawirusem w Polsce sprawiały, że baliśmy się wyjść z domu bez środka do dezynfekcji i choć dla większości z nas lockdown był czasem przykrości i osamotnienia, to rozumieliśmy jego sens i nie podważaliśmy generalnej zasady: o zdrowie swoje i naszych współobywateli należy dbać wspólnie. Niestety przez szerzące się szybciej od wirusa teorie spiskowe i epidemię skrajnej głupoty podsycanej przez celebrytów, obecnie coraz częściej widzi się „obudzonych” i „świadomych” ludzi bez maseczek w miejscach takich jak tramwaj czy autobus. Wśród ludzi kina „antycovidowców” nie brakuje: baranami nazywają tych, którzy na seans przychodzą w maseczce.

O „baranach” mówił reżyser „Symetrii” (2003), Konrad Niewolski, niezależny twórca, którego nowy film pojawi się wkrótce w dystrybucji cyfrowej. I tylko cyfrowej. Zdaniem Niewolskiego powodem, dla którego „Asymetria” nie będzie wyświetlana w kinach, jest obawa przed ich zamknięciem z powodu rosnącej liczby zakażeń. Jest jednak i drugi powód: reżyser nie chce, by widzowie oglądali jego dzieło w maseczkach na twarzy. Na Facebooku opublikował obrazek z tekstem „Tylko świnie siedzą w masce w kinie”, a tych, którzy to robią, nazywa „baranami”.

To bardzo niepokojący sygnał, że część środowiska filmowego zaczyna mieć dość ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa. Nie oszukujmy się, wiara w bzdury jest obecnie na tyle powszechna, że trudno znaleźć wolną od teorii spiskowych grupę zawodową czy społeczną. Tak jak każda inna branża, również branża filmowa cierpi z powodu pandemii i wymuszonych przez nią ograniczeń, to jasne i oczywiste. To właśnie w trakcie pandemii kina w Ameryce Północnej zanotowały najniższy weekendowy wynik box office od 1998 roku. W Polsce liczba widzów w kinach spadła z 4,8 mln w lipcu ubiegłego roku do zaledwie 530 tys. w lipcu tego roku (spadek o prawie 90% – wynika z danych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej). Obawy są absolutnie zrozumiałe.

To, co wykracza poza pojmowanie myślącego człowieka, to negowanie faktów, by pasowały do własnej opinii i potrzeb. Mechanizm opisali już oczywiście psycholodzy społeczni i socjolodzy, nic nowego nie jestem w stanie wykazać, natomiast spadek autorytetu naukowego jest co najmniej przerażający. Opisany wyżej przypadek Konrada Niewolskiego to zaledwie czubek góry lodowej filmowców-denialistów. Korzystając ze swojej pozycji celebryty pandemię neguje choćby (nie)sławny Tomasz Karolak. W sierpniu aktor został wyproszony z IKEI po tym, jak nie chciał założyć maseczki (bo to sprzeczne z Konstytucją!), o czym bezmyślnie postanowił poinformować w mediach społecznościowych swoich bezrefleksyjnych fanów. Później błysnęła jego partnerka, również aktorka, Viola Kołakowska, wyśmiewając noszenie maseczki w sklepie i twierdząc, że koronawirus to nie żadna pandemia.

Wpływu celebryckich fantasmagorii na opinię „zwykłych ludzi” nie da się przecenić – i nie jest to nic absolutnie nowego. Przykładów „antycovidowych” ludzi filmu można mnożyć: ostatnio z festiwalu filmowego w San Sebastian (Hiszpania) wyrzucony został francuski reżyser Eugène Green, który mimo próśb organizatorów nie chciał założyć maseczki na premierze własnego filmu. To jednak incydent dość mało znaczący, jeśli to zdarzenie skontrastujemy z tweetem hollywoodzkiego aktora Johna Cusacka (Pokusa, 2012, Facet z ogłoszenia), który poparł w kwietniu teorię spiskową związaną z 5G: „udowodniono, iż sieć 5G jest szkodliwa dla zdrowia ludzi”. Później usunął tweeta, ale nazwał odbiorców „głupimi owcami”, „trollami” etc.

Ostrożniejszy w ferowaniu wyroków o osobach zachowujących środki ostrożności w czasie pandemii był Patryk Vega. Choć sam nie określił nikogo baranem (o ile mi wiadomo), to ani myślał przerwać prac nad nowym filmem (Pętla, premierę miał 4 września). Gildia Reżyserów Polskich rekomendowała wtedy przerwanie kręcenia zdjęć. „Nie narażajmy naszych koleżanek i kolegów oraz służb medycznych” – pisali przedstawiciele Gildii na Facebooku. Odpowiedź Vegi była… ah, szkoda gadać.

przez lata działań w branży filmowej i poruszania tematów związanych z półświatkiem, mam masę znajomości – począwszy od osób, które są przestępcami w skali świata, przez służby specjalne, policję i polityków. W związku z tym nie obawiam się, że coś mi się stanie. Nie sądzę, by moje filmy mogły spowodować, by moje życie było zagrożone mówił Patryk Vega portalom w stylu Pudelka.

View this post on Instagram

Od kilku dni piszecie do mnie wiadomości o tym, ze jeden z reżyserów, Patryk Vega, mimo zakazu zgromadzeń i mimo tego, ze cała produkcja filmowa, ze względu na epidemie i dobro ludzi, stanęła w Polsce, kreci w Warszawie film. Poprosiłam o dowody. Nie chciałam wierzyć w te informacje. Przy tak ogromnej solidarności środowiska, nie wierzyłam. A jednak… Zaczynam dostawać ja i kilku moich znajomych takie zdjęcia. To Pole Mokotowskie w Warszawie- dzisiaj około południa. Wcześniej zdjęcia były w Konstancinie. Zadać trzeba pytanie o to, na jakich zasadach to powstaje, czy wie o tym Sanepid i Policja. Jaka firma to była w stanie ubezpieczyć? Jakie umowy podpisywali ludzie? Z jakimi klauzulami? Czy to nie jest świadome sprowadzenie zagrożenia na ludzi? Wszyscy ludzie filmu stanęli w obawie o dobro ludzi, swoich kolegow i koleżanek po fachu, wszyscy na tym strasznie tracą, ludzie są bez pracy, bez dochodów, solidarnie czekają jednak na koniec epidemii. Poza aktorami Vegi, tak? Jak się okazuje- nie wszyscy. To raczej nie jest art housowy film kręcony przez znajomych o gangsterach. To co dostaje od was w wiadomościach brzmi jak scenariusz horroru medycznego. I to nie jest śmieszne. Są szczegóły obsady, aktorzy dostają propozycje grania…Jeśli macie jeszcze jakieś konkrety, piszcie na prv. Powtarzam: wszyscy solidarnie stanęli, tracą pieniądze, terminy, nie kręcą, choć pogoda super i jest świetna na zdjęcia…. PODOBNO chodzi o dobro ludzi, pytanie teraz brzmi: jeśli jeden może sobie kręcić, to po co robić te zdrowotną szopkę, po co zamykać kina, produkcje, po co pozbawiać uczciwych ludzi pracy, dochodów, często sensu w życiu? Jak wielu artystów teraz zastanawia się, z czego będą żyć, czy może zmienić branże, naprawdę sytuacja niektórych jest tragiczna. Prawo działa podobno równo wobec wszystkich…czy może jednak nie? Tak tylko pytam. #zostańwdomu serio???? Wstyd.

A post shared by KAROLINA KORWIN PIOTROWSKA🐶🐶🐶 (@karolinakp) on

Kuba pisał ostatnio na Pełnej Kulturce o J.K. Rowling i jej poglądach na temat mniejszości seksualnych. To bardzo podobny case, bo w obu przypadkach mamy do czynienia z celebrytami, którzy dorobili się na swoim talencie (pisarskim, aktorskim lub jeszcze innym) i później na jego podstawie wypowiadają się z pozycji eksperta na każdy temat. Tylko dlaczego ktoś, kto osiągnął mistrzostwo w danej dyscyplinie, staje się automatycznie mistrzem w każdej innej dziedzinie?

Rzeczywistość iluzyjna to wizerunek świata składającego się prawie wyłącznie z pozornych, błahych lub nieistotnych problemów, zajmujących czas, uwagę i energię odbiorców i zwykle służących jakimś konkretnym celom. Dzisiejsza kultura masowa pełni również takie funkcje […]„Wpływ mediów na umysły ludzi (…) może być dewastujący dla prawdziwego obrazu świata – poprzez sensacjonalizację, połączenie wiadomości z rozrywką (infotainment), lansowanie poglądów celebrytów, disneyizację i infantylizację” (Zacher, 2012, s. 24). Kultura masowa współtworząc rzeczywistość iluzyjną odzwyczaja odbiorców od samodzielnej interpretacji, ponieważ jej wytwory mają jednoznaczne treści, a narracje skupione są wokół prostych problemów – pisze dr Iwona Butmanowicz-Dębicka w Czasopiśmie Psychologicznym.

Dziś zadając kłam celebrytom, w tym przede wszystkim tym związanym z kinem czy telewizją, narażamy się na wybuch hejtu, strumienia inwektyw i kłamstw. Kochając sztukę, w tym sztuki audiowizualne, nie można zapomnieć o tym, że wypowiedzi i czynności aktorów czy reżyserów oderwanych od świata srebrnego ekranu mają ogromną siłę. Przeżywamy kryzys edukacji, kryzys prawdy naukowej, która zostaje zastąpiona emocjonalnością i opinią. „Wierzcie sobie w pandemię, ale uszanujcie to, że ja w nią nie wierzę” – mówią czasem pandemiczni sceptycy.

Prawdziwym problemem i największą obawą, którą posiadam, jest jednak to, że na promowaniu fałszu i oskarżaniu naukowców czy lekarzy o spisek artyści mogą próbować się wybić. Już teraz naczelny polski grafoman filmowy, wspomniany już Patryk Vega, zapowiedział już premierę nowego filmu, który dotyczyć będzie epidemii. Premiera tej produkcji zaplanowana jest na luty przyszłego roku (!). Jeśli okaże się, że ludzi pokroju wspomnianego na początku Konrada Niewolskiego jest więcej i jeśli uda im się wytworzyć pewne zbiorowe poczucie buntu, może się to okazać bardzo groźne. Już takie jest, bo przecież o ile nie tak dawno ruchy antyszczepionkowe były jedynie śmieszno-straszną egzotyką, teraz przybierają na sile, a dzięki środkom wyrazu takim jak film mogą wpływać na umysły kolejnych osób. W ten sposób część przemysłu kinowego stałaby się potężnym narzędziem w rękach skrajnie nieodpowiedzialnych ludzi. A do tego ludzie, którym na kinie zależy, nigdy nie powinni dopuścić.

Przeczytaj też:

Polowanie na czarodzieja

Pamiętacie, jak w kwietniu ubiegłego roku przy jednym z gdańskich kościołów doszło do spalenia “przedmiotów związanych z okultyzmem”? Obok parafii NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej katolicki ksiądz wraz z grupką wiernych owieczek uznał, […]