„JA TEŻ”, czyli seks i telewizja śniadaniowa

W pracy spędzamy coraz więcej czasu. Zwłaszcza w tak zwanych wolnych zawodach: dziennikarz, artysta, prawnik. Nawiązywane w miejscach pracy znajomości wykraczają poza sferę życia zawodowego. Powstają przyjaźnie, ale też pojawia się miłość i romanse. Kiedy w 2017 roku rozwinął się ruch #metoo, wiele firm zmieniło podejście do intymnych zbliżeń między pracownikami. Czy jednak każda sytuacja, w której pracujący razem ludzie idą ze sobą do łóżka, podpada pod paragraf molestowania seksualnego? O tym jest serial Morning Show.

Wielka medialna rodzina tworząca najpopularniejszy poranny program w USA – to właśnie Morning Show. Rodzina, rozumiana w kategorii metafory, składa się z pary prowadzących – jak ojciec i matka – oraz bliższych i dalszych krewnych: speca od pogody, wydawcy głównego, reasercherów, asystentów, obsługi technicznej, reporterów. Poznajemy ich w momencie największego w historii stacji kryzysu. Prowadzący Mitch Kessler (Steve Carell), serce i twarz programu, zostaje oskarżony o molestowanie seksualne. I to nie jednej, ale wielu kobiet.

SEKS

W konserwatywnej mimo wszystko Ameryce, po wielu skandalach związanych z molestowaniem w show biznesie, w koncernie, który tworzy familijny poranny program, reakcja może być tylko jedna. Gwiazda – Mitch – traci pracę. Ocena społeczna jest jednoznaczna: oto kolejny przypadek seksualnego drapieżcy, który – wykorzystując swoją pozycję – niszczy życie innych kobiet dla własnej, krótkiej i ulotnej przyjemności.

Czy rzeczywistość jest równie jednoznaczna i prosta w ocenie? Przyznam, że moje spojrzenie na tę sytuację zmieniało się z odcinka na odcinek podczas całego sezonu. W międzyczasie w redakcji wychodzą na jaw różne historie i nie jest chyba najlepszym pomysłem wrzucać je wszystkie do jednego worka „me too”.  

Bo czy każdy stosunek seksualny z osobą, z którą pracujemy, jest zjawiskiem nagannym? Jeżeli kobieta wchodzi mniej lub bardziej świadomie z powodu swoich tęsknot i kompleksów w romans z gwiazdą i później czuje się przez niego wykorzystana, ma prawo krzyczeć „me too”? A może przyczyną były jej wybory i niechęć do mierzenia się z konsekwencjami pojętych decyzji? Inna sytuacja. Trwający wiele lat nieoficjalny związek – o którym wszyscy wiedzą – w sposób naturalny się kończy, ale tylko kobietę spotykają negatywne konsekwencje zawodowe. Czy to było molestowanie? Czy przygodny seks dwóch osób na równorzędnych stanowiskach, których relacje są w nieustannym napięciu między rywalizacją, przyjaźnią i romansowaniem to „me too”? A może uwiedzenie, wykorzystanie i potem porzucenie oraz „wynagrodzenie przykrości” awansem jest jedyną klarowną sytuacją?

Znalezione obrazy dla zapytania: morning show jennifer aniston
Jennifer Aniston jako Alex Levy // Apple TV+

Problem w tym, że ludzka namiętność funkcjonuje w nieustannym napięciu pomiędzy umysłem, emocją i ciałem. Jest uzależniona od przekraczania granic, bo łamanie tabu bywa zwykle podniecające.

A co z historią autentycznego obustronnego zaangażowania miłosnego, skomplikowanego przez relacje zawodowe? Taką historię też ukazuje Morning Show. Wiele korporacji ma rozwiązanie:  zaczynacie randkować – przyjdźcie do kadr.  W teorii proste, w praktyce nie. A co, jeżeli sytuacja nie jest klarowna? Czy za każdym razem, kiedy umawiam się na piwo z kolegą z pracy, mam biec do kadr z donosem, że może z tego być coś więcej? Efektem tej paranoi może być choćby groteskowe serialowe przesłuchanie kochających się ludzi. Bohaterowie obcym osobom w miejscu pracy muszą opowiadać o okolicznościach pierwszego stosunku i o tym, kto go zainicjował. Czy tego oczekujemy od miejsca pracy? Strzeżenia moralności? Czy dbałość o to, aby nie powstały nadużycia, jest wystarczającym powodem, by przyznać instytucji prawo do wtrącania się w życie moralne, erotyczne i emocjonalne pracowników? Uwaga, bo od tego tylko krok do wymagania określonej postawy moralnej, religii czy poglądu na prawa osób LGBT.

TELEWIZJA

W Morning Show nie chodzi jednak tylko o seks.  Mocną stroną tej opowieści są jędrne, skomplikowane, wielowymiarowe postaci. Jedną z nich gra Jennifer Aniston, która w moim odczuciu wzbija się na wyżyny swoich możliwości. Współprowadząca poranny program Alex Levy to postać niezwykle ciekawa. Poszukująca akceptacji, ale próbująca być niezależna. Postawiła w życiu wszystko na jedną kartę, przyzwyczajona do kompromisów z partnerami, szefami i widzami jest zagubiona i chaotyczna, do granic uzależniona od pracy, którą traktuje jako wyznacznik własnej wartości. Postacią wielowymiarową jest także ów „seksualny drapieżca”, który nie jest tylko wyrachowany. On czuje się ofiarą, bo nie potrafi spojrzeć na świat oczami wykorzystanych kobiet. Moją ulubioną postacią jest główny wydawca programu Chip Black (w tej roli Mark Duplass), który próbuje balansować między uczciwym zarządzaniem ludźmi, dobrym dziennikarstwem a oferowaniem produktu zgodnego z oczekiwaniem właściciela stacji.

Znalezione obrazy dla zapytania: Chip Black Morning Show
Mark Duplass jako Chip Black // Apple TV+

To także serial o współczesnym dziennikarstwie. Nie tym, które tak kocha kino – dziennikarstwie śledczym, niepokornym, docierającym do prawdy bez względu na przeciwności. Serialowe dziennikarstwo  jest mainstreamowe, upudrowane i wpływowe. To dziennikarstwo, które oferuje prawdę taką, jakiej oczekuje odbiorca, uzależnioną od słupków oglądalności, „sfokusowaną na konkretny target” – jak powiedziałaby branża.

I tu pojawia się cały dramat pracowników mediów. To ludzie z rozbudowanym ego, których do zawodu popchnęła pewna wrażliwość, ale którym karierę pozwolił robić kompromis i wyczucie możliwości. W zawodzie liczy się szybkość i konkurencja. Brzmi banalnie, ale to właśnie wytwarza pewien sos, w którym duszą się na co dzień bohaterowie. Pewne wypalenie emocjonalne wytwarza potrzebę szybkiego rozładowania, pozoru bliskości emocjonalneja to daje seks. Czy można więc usprawiedliwić niektóre sytuacje? Ile widzów – tyle odpowiedzi.  

Dziennikarstwo wymaga więc kompromisów, a każda ugoda ma w życiu swoją cenę. Podobno miarą dobrego dziennikarstwa nie jest to, o czym pisze dziennikarz, tylko o czym milczy. Redakcja materiału i przedstawiana optyka bywa nie mniej ważna od samych faktów. Sposób, w jaki dokonuje się skrótów i uproszczeń niezbędnych dla klarowności obrazu, bywa dla tematu kluczowa.

FINAŁ

Skąd tyle pytań w powyższym tekście? Wiele stawia ich serial, nie dając na nie odpowiedzi i chwała twórcom, że się od tego powstrzymali. Zakończenie jest najsłabszą częścią Morning Show. Wszystko zaczyna się nagle bardzo upraszczać i lukrować. Podział na dobrych i złych zaczyna się klarować i staje się bardzo mocno nieprawdopodobny.

Mimo wszystko jestem to w stanie wybaczyć autorom Morning Show. Łatwiej zamyka się historie, gdy postaci są jednowymiarowe. Gdy stworzy się prawdziwych ludzi, rzeczywistość zaczyna przypominać życie, a życie prawie nigdy nie daje nam krótkich i wymownych finałów. Zakończenia są raczej rozmyte niż filmowe. Czekam na ciąg dalszy, który już jest zapowiedziany i ma pojawić się najprawdopodobniej w tym roku.

Myślę że branża filmowa zasłużyła na dobry film o „me too”. To ruch, który ją odmienił. Miecz obosieczny, który pozwala ukarać błędy, ale jednocześnie powoduje, że ocena moralna aktora stała się podstawą do odsunięcia go od roli. Nie sądzę, by to było dobre. (Skoro nie przyznajemy aktorce roli za to, że jest wzorową matką czy wrażliwą córką, to czemu odsuwamy aktora za to, że bije żonę lub uwodzi współpracownice?) Może takie historie powinny mieć finał w sądzie, a nie w oświadczeniach PR?

Zupełnie na deser filmowa czołówka i rewelacyjna piosenka Benjamina Clementina Nemesis. Dla mnie było to niezłe muzyczne odkrycie. Parafrazując tekst piosenki: obejrzyjcie serial i „traktujcie ludzi dobrze, bo bogini zemsty (i drugi sezon)  jest w drodze”.