Ostatnia rodzina. Recenzja gry „The Medium”

Nie oglądaj się za siebie

Granie na split-screenie byłoby pewnie męczące, gdyby było konieczne przez całą grę, dlatego Blooberzy zadbali o urozmaicenia. Wprowadzili na przykład system luster, które pozwalają przeskakiwać między dwiema rzeczywistościami. Jako że w świecie realnym i duchowym układy niektórych pomieszczeń są inne, czasami musimy trochę pokombinować nad tym, jak przedostać się do następnej lokacji. Niemniej, poziom “łamigłówkowania” nie dorasta do pięt temu, z czym mieliśmy do czynienia w klasykach gamingu grozy (które stanowiły inspirację dla tej produkcji), czyli na przykład w serii Silent Hill. Motyw przemierzania dwóch wersji tego samego nawiedzonego miejsca jest oczywistym nawiązaniem do wspomnianej serii gier, ale to jednak nie ta skala. Nie przypominam też sobie ani jednego momentu, kiedy musiałbym przystanąć na chwilę dłuższą niż kilka minut i zastanowić się: “co teraz?” Właściwie od początku do końca jesteśmy prowadzeni niemal za rączkę; z krótkimi przerwami na bardzo ograniczone momenty skradankowe, w których musimy ukrywać się przed pewnym “przeuroczym” monstrum (rewelacyjnie zaprojektowany, ale nienawidzę bydlaka… wy też go znienawidzicie). Parę razy zdarza się też nieco więcej akcji polegającej na uciekaniu przed wspomnianym potworem, ale to tyle.

Nie sposób nie wspomnieć o innym nawiązaniu do klasyki gatunku, czyli statycznej kamerze. Samo określenie zawiera pewną nieścisłość, bo kamera tylko czasami jest faktycznie nieruchoma, częściej podąża po określonej ścieżce zaplanowanej przez twórców. Tak czy owak Marianna porusza się tylko w ramach takiego fragmentu lokacji, jaki jest graczowi przedstawiony. To samo było we wspomnianych Silentach jak i w pierwszych częściach serii Resident Evil. Dla niektórych to pewnie będzie archaizm, ale dla mnie zastosowanie takiej kamery jest strzałem w dziesiątkę. Pomijając nostalgię, pozwala na rewelacyjne kadrowanie niektórych scen i przedstawianie miejsc z takiej perspektywy, która najmocniej działa na zamysły i buduje uczucie grozy. Prezencją bowiem ta gra stoi grubo ponad wszelką konkurencją.

Podzielony świat The Medium // Bloober Team

Wejdź do mojego świata

Świat żywych jest już wystarczająco piękny z dopracowanymi do niesamowitego poziomu szczegółowości teksturami w rozdzielczości 4K oraz bijącym z wszelakich odbić ray-tracingiem. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut gry próbowałem rozgryźć, czy znajdujące się w pomieszczeniach obiekty są konstrukcjami graficznymi, czy renderowanymi obrazami, ale ostatecznie uznałem kunszt grafików Bloober Team, skoro nie umiałem początkowo ocenić różnicy. Takie wodotryski oczywiście mają swoje wymagania sprzętowe (grałem na PC), ale optymalizację oceniam bardzo pozytywnie. Mój laptopek właściwie ledwie spełnia zalecane wymagania a i tak mogłem grać na stosunkowo wysokich ustawieniach. Największe wyzwanie dla sprzętu stanowią momenty, w których świat dzieli się na dwa i mamy na ekranie jednocześnie dwa zestawy lokacji do wygenerowania – karta graficzna wtenczas wyraźnie się męczy.

Absolutnym fenomenem jest jednak świat umarłych, zaprojektowany na podstawie obrazów z najlepszych lat twórczości… Zdzisława Beksińskiego. Tak, w końcu ktoś wpadł na pomysł, aby stworzyć grę na podstawie chyba najsłynniejszych surrealistycznych dzieł polskiej sztuki rysunkowej i malarskiej (wcale nie mówię tego dlatego, że kocham twórczość tego człowieka). Niektóre sceny zawarte w grze stanowią trójwymiarowe, komputerowe odwzorowania wybranych dzieł Beksińskiego w skali 1:1. Pierwsza taka scena trafia się w ruinach starego fortu tuż po przybyciu na teren Ośrodka Niwa i podobieństwa są uderzające. Nawiązań do życia i twórczości Beksińskiego jest zresztą w The Medium więcej. Chociażby motyw starego artysty, który przeżywając kryzys twórczy przypadkiem trafia na młodego człowieka mającego dziwne wizje. Artysta rysuje to, co chłopak mu opowiada, zdobywając światową sławę. Historia tego człowieka jest moim zdaniem najmocniejszą w grze.

Brawa należą się też za oprawę muzyczną, którą skomponowali Arkadiusz Reikowski i Japończyk Akira Yamaoka – twórca ścieżki dźwiękowej do przywoływanej już kilkukrotnie serii Silent Hill. Bloober Team nie tylko inspirowało się tamtymi grami (a najbardziej drugą częścią, która podobnie jak The Medium jest bardziej opowieścią o ludziach z potworami w tle niż o samych potworach), ale też zaangażowali któregoś z ich twórców. Chapeau bas. Angielski voice acting nie jest może najwyższych lotów, ale nie przeszkadza (sam w sobie, za chwilę wyjaśnię szerzej) w odbiorze gry, więc można powiedzieć, że wyszło poprawnie. Pozytywny wyjątek stanowi ścigający nas po hotelu potwór, w którego głosowo wcielił się genialny Troy Baker (Talion z serii Middle-earth, Higgs Monaghan z Death Stranding, ale przede wszystkim Joel z serii The Last of Us). Jego mrożące krew w żyłach kwestie dialogowe będą się wam śniły po nocach.

Artwork do gry The Medium // Bloober Team

(Don’t Fear) The Reaper

Jedyne rzeczy, które mi nie zagrały, to wyraźnie drewniana animacja postaci, kojarząca się raczej z epoką Playstation 3 i Xbox-a 360 oraz brak pełnej lokalizacji polskiej (jest tylko kinowa). Tego drugiego absolutnie nie traktujcie jako utyskiwanie na zasadzie “hurr durr polska gra bez polska język!” Bardzo szanuję twórców, że stworzyli grę dla międzynarodowego odbiorcy, ale jednak oczekiwałbym jakiejś konsekwencji. Albo tworzymy grę całkowicie po angielsku i ten nasz Kraków oraz Polska są nimi jedynie z nazwy, albo jednak jesteśmy wierni settingowi, który sami sobie narzuciliśmy, tak jak twórcy serii Metro. Tymczasem w grze natykamy się na papierowy dziennik informacyjny napisany po angielsku (artykuł w nim przetłumaczony słowo w słowo z autentycznego przekazu podanego tego samego dnia w historii przez radio RMF FM), ale napis nad wejściem do kompleksu Niwa składa się w określenie “Robotniczy Ośrodek Wypoczynkowy”. Obok hotelu tablica pamiątkowa z otwarcia budynku, na którym zjawił się sam Pierwszy Sekretarz KC PZPR – znowu po angielsku, a kawałek dalej dawna budka telefoniczna z instrukcją obsługi już po polsku. To się ze sobą gryzie. Polski dubbing podobno był w planach (nawet zaangażowano do głównych ról Weronikę Rosati i Marcina Dorocińskiego – postacie, pod które mieli podkładać głosy mają ich cyfrowe twarze), ale plany te rzekomo przekreśliła pandemia koronawirusa. Średnio rozumiem to tłumaczenie, ale już niech będzie.

The Medium to na pewno nie jest gra, która zadowoli wszystkich graczy. To nawet nie jest gra, która spodoba się każdej osobie lubiącej grozę i horrory. Blooberzy zdecydowali się na nieco ryzykowną formułę gry-opowieści. Gra “na raz”, do której po jednorazowym ukończeniu nie ma za bardzo sensu wracać (nie ma kilku zakończeń, choć to, które jest, sugeruje mocno, że czeka nas jakiś sequel). To powiedziawszy, owe jedno przejście zostanie ze mną na bardzo długo i pod względem artystycznego ukazania świata gry, które rewelacyjnie współgra z jej narracją Medium będzie chyba moim ulubionym przykładem jak należy to robić. Na dobrą sprawę mało tu jest “gry w grze”, ale wybaczam, bo historia wciąga, bohaterowie są ciekawi, no i… Ah, kogo ja próbuję oszukać… Za Beksińskiego wybaczam wszystko.

Recenzja powstała na podstawie wersji gry na PC dzięki uprzejmości studia Bloober Team.