Smutna komedia i prawdziwa fikcja. Recenzja filmu „Pokój” na podstawie twórczości Lema

Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na premierę ekranizacji opowiadania Stanisława Lema niż rok poświęcony temu pisarzowi. Nieczęsto rodzimi twórcy filmowi biorą na warsztat najlepszego krajowego pisarza science fiction. A szkoda, bo trafił nam się w rodzimej literaturze wizjoner, filozof i człowiek obdarzony niezwykle plastyczną wyobraźnią. Tak bardzo plastyczną, że umiał stworzyć się swoich książkach świat odklejony od utartego myślenia o kosmosie i świecie „obcych”. Nie ma zielonych ludzików, choć jest refleksja o świecie ludzi, maszyn i obcych cywilizacji. Nie ma człowieka – korony stworzenia i portretowania „kosmitów” jako dziwnych ludzi. To, co obce, jest tak obce, że aż nieopisywalne. I to właśnie cała siła Lema.

Czy filmy nadążają za umysłem kosmicznego wizjonera? Na pewno nie najsłynniejsza ekranizacja „Solaris” w reżyserii Stevena Soderbergha z George’em Clooneyem w roli głównej. Zrobienie z filozoficznego dzieła historii miłosnej to błąd, którego lemolodzy długo reżyserowi nie zapomną. Kino czeka na świetną adaptację tej świetnej książki.

Oczekiwanie umilić może nam krótkometrażowy film Pokój. Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest Krzysztof Jankowski, właściciel EgoMovies. W głównej roli wystąpił Wojciech Solarz. Na ekranie zobaczymy też Kamilę Kamińską i Pawła Ciołkosza. Produkcja powstała dzięki środkom własnym, a film miał swoją premierę 5 lutego na platformach VOD – Play Kraków oraz EgoMovies.

Twórcy wzięli na warsztat pierwsze opowiadanie z Dzienników Gwiazdowych, czyli Podróż siódmą. Adaptacja zmienia kontekst przygody, która przytrafia się głównemu bohaterowi – kosmonaucie Ijonowi Tichemu. Zamiast na statku kosmicznym, akcja rozgrywa się w pokoju hotelowym, który ostatecznie okazuje się kryć niejedną tajemnicę. Zakrzywienie czasoprzestrzeni i jego konsekwencje spotykają Tichego nie na skutek dotarcia do dziwnego obszaru galaktyki, a są efektem testowania na nim nowoczesnej broni, którą wymierzyli w niego konkurenci polityczni.

Poza tymi dwoma różnicami akcja toczy się już jak w opowiadaniu. Bohater spotyka na swojej drodze liczne wersje samego siebie z różnych dni i miesięcy. Próbuje się z nimi dogadać, kłóci się, bije, a nawet próbuje obradować czy głosować. Powoduje to rozmaite komplikacje i pomyłki, które dostarczają widzowi niejednego powodu do uśmiechu. Tekst to majstersztyk operowania czasem i konstruowania płynnej akcji na wielu czasoprzestrzeniach. Film radzi sobie z tym perfekcyjnie.

Solarz partnerem Solarza

Prawie cała akcja rozgrywa się pomiędzy kolejnymi wersjami tej samej postaci. Wojciech Solarz (odtwórca głównej roli) dostał więc trudne, ale niezwykle ciekawe zadanie. Sam sobie partneruje, sam ze sobą rozgrywa dialogi i wchodzi w konflikty – i robi to naprawdę świetnie. Choćby dla jego kreacji warto obejrzeć ten film, a na pewno powinni zrobić to młodzi adepci sztuki aktorskiej. Zazwyczaj aktor ma partnera albo gra w monodramie. To, co zobaczymy przez 20 minut filmu „Pokój”, nie podchodzi ani pod jedną, ani pod drugą kategorię.

Postaci przeciwników politycznych i poniekąd oprawców Tichego są w tym kontekście dość bezbarwne i niepogłębione. To w zasadzie jedyny zarzut do Pokoju.

Pokój hotelowy czyli kosmos po kosztach

Kosmiczna pułapka, w którą zamknięty jest Tichy w adaptacji filmowej, została zamieniona na hotelowy pokój. Mimo to udało się nie zgubić w ekranizacji atmosfery zamknięcia – i to ogromny sukces. Być może – to już moje przypuszczenie – robiąc produkcję z okrojonym budżetem łatwiej było zmienić kontekst niż stworzyć świat, który nie spełniłby oczekiwań rozpieszczonych hollywoodzkimi produkcjami widzów. Tę słuszną motywację potwierdza reżyser filmu w komentarzu dla Pełnej Kulturki:

Zdecydowałem się na te zmiany, ponieważ ekranizacja pełni rolę pośrednika między tekstem literackim, a jego zrozumieniem. Wizualizuje przekaz i zachęca do lektury. Według mnie adaptacja nie powinna być czystym odzwierciedleniem oryginału, a pewnym dialogiem z twórcą. Oczywiście to odważne założenie – dopisywać coś do Lema – można to uznać nawet za pewną zuchwałość, ale musiałem zaryzykować. W związku z ogromnymi kosztami realizacji filmu w statku kosmicznym przeniosłem akcję filmu do pokoju hotelowego, nie tracąc jednocześnie ducha i przesłania opowiadania Lema – mówi nam reżyser Pokoju Krzysztof Jankowski.

Trochę żal, że na dobrego polskiego reżysera, który chce robić film na podstawie genialnego polskiego twórcy nie czeka góra kasy. Tak by było w idealnym świecie…

…ale idealnego świata nie ma

Cenię produkcję Krzysztofa Jankowskiego za mrok, który dodała opowieści Stanisława Lema. Ten mrok, którego nie brakuje w twórczości pisarza, ale którego opowiadanie Podróż siódma jest pozbawione. Historia Tichego w wersji filmowej pokazuje, jak bardzo cywilizacyjnie dążymy do możliwości manipulacji drugim człowiekiem. Już nie wystarcza nam, że możemy naszego wroga zamknąć, wyeliminować fizycznie, uniemożliwić mu działanie. Gdybyśmy czystą i higieniczną techniką mogli wpłynąć na jego umysł tak, by zakłócić mu jego wewnętrzne ja, skłócić go z samym sobą, z nim z przeszłości i przyszłości, czy oparlibyśmy się tak kuszącej technologii unieszkodliwiania wrogów?

Może i science, ale czy fiction?

Warto sobie zadać to pytanie, bo pisarze sci-fi mają niebezpieczne zdolności do przewidywania przyszłości. Francuskie i amerykańskie ministerstwa obrony mają nawet specjalne stanowiska dla pisarzy fantastyczno-naukowych. Zadaniem tych ludzi jest wymyślanie abstrakcyjnych scenariuszy wydarzeń, by wojsko i inne służby mogły się na nie przygotować. To fakt – nie żart, nie marnowanie pieniędzy, ale próba odgadnięcia nieprzewidywalnego.

Ja osobiście marzę, by faktem stała się kiedyś dobra, współczesna, polska i pełnometrażowa adaptacja twórczości Stanisława Lema. Po obejrzeniu filmu „Pokój” mogłabym podpowiedzieć Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej nazwisko reżysera – Krzysztof Jankowski. Co na to sam reżyser?

Tak, chciałbym stworzyć w przyszłości film pełnometrażowy bądź serial na podstawie prozy Lema. W orbicie moich zainteresowań są utwory „Powrót z gwiazd” i „Wizja lokalna”. Wszystko zależy od tego, czy znajdę odpowiedniego producenta, który poprowadzi tak duży i złożony projekt – skomentował dla Pełnej Kulturki Krzysztof Jankowski.

Trzymam kciuki, nie za reżysera, bo ten sobie poradzi, ale za producentów. I proszę by wydarzyło się to nie „w odległej przyszłości i odległej galaktyce”.