Palm Springs: 4 tysiące wesel i żadnego pogrzebu [RECENZJA]

W Dniu Świstaka każdy dzień bohatera przeżywającego wciąż ten sam 24-godzinny wycinek kalendarza zaczynał się od zbliżenia na wskazujący godziną 6:00 budzik. W Palm Springs, nowej komedii Maxa Barbakowa, każdy poranek rozpoczyna się zbliżeniem na oczy budzących się znów w tym samym dniu i miejscu bohaterów. Sarah szybko przekonuje się, że pętla czasowa, do której trafiła z romansującym z nią Nylesem, zaciska się na jej szyi. Nyles z kolei cieszy się kolejną nocą upojenia alkoholowego bez groźby kaca.

Palm Springs to pierwszy film Barbakowa, który odbił się w Polsce echem. Nic dziwnego, to też jego pierwsze podejście do produkcji fabularnej. Komedia została po raz pierwszy pokazana publiczności w 2020 roku na Sundance Film Festival, jednej z najważniejszych dla twórców niezależnych imprez na świecie. Oficjalna polska premiera Palm Springs dopiero przed nami (26.02), ale w kinach studyjnych można już chodzić na pokazy przedpremierowe.

Nyles i Sarah poznają się na weselu Tali i Abe’a. Sarah to starsza siostra Tali, Nyles z kolei jest chłopakiem zaproszonej na ślub Misty. Dość szybko te koligacje stają się dość nieistotne. Nylesa z Sarą łączy zamiłowanie do alkoholu i seksu. Jeszcze poza pętlą czasową Sarah jest tak napruta, że nie potrafi wygłosić mowy dla swojej siostry i jej nowego męża. Z opresji wyciąga ją Nyles, który peanami na cześć nowożeńców (i tym samym ratunkiem przed kompromitacją) zdobywa względy Sary. Niestety, akt spontanicznej miłości na pobliskiej skale zostaje brutalnie przerwany strzałą z łuku, która trafia Nylesowi w plecy. Trudne do ogarnięcia? Jednym z uroków Palm Springs są niejasności i pytania, na które odpowiedzi poznajemy dopiero po jakimś czasie. Niezbyt długim, rzecz jasna, bo w końcu z założenia to kino lekkie i trwające zaledwie 90 minut.

O lekkości produkcji najlepiej świadczy obsada, w szczególności roli Nylesa. Andy Samberg ponownie wciela się w niedojrzałego lekkoducha i korzysta ze wszystkich swoich komicznych zdolności, które znane są wielbicielom serialu Brooklyn 9-9. Niepowtarzalna mimika, na którą składa się udawana powaga, wymuszona obojętność i dziecięca ekscytacja, to charakterystyczna cecha Samberga, którą prezentuje na ekranie w całej okazałości. Nieuczesany, ubrany w hawajską koszulę i krótkie spodenki Nyles otwiera z głośnym trzaskiem jedną puszkę piwa za drugą (popisowo, bo jedną ręką!), tworząc komiczny kontrast z ubranymi w garnitury i suknie, popijającymi wino lub szampana weselnikami. Swoją postawą, ubiorem, a nawet sposobem chodzenia pokazuje, że wszystko i wszystkich ma gdzieś.

Nyles bawi się w swoim zapętlonym świecie znakomicie | Christopher Willard/Hul [Gutek Film]

Wtedy pojawia się Sarah. W Palm Springs odtwórczyni tej roli – Cristin Milioti (znana m.in. z serialu Jak poznałem waszą matkę) – w wielu aspektach stara się być kompletnym przeciwieństwem Nylesa, co widzimy już po pierwszej scenie, w której się pojawia. Ubrana jest w bordową suknię, pije czerwone wino, ma pięknie uczesane włosy, wydaje się być zmęczona życiem, co tworzy kolejny kontrast z oderwanym od rzeczywistości i zabawowym Nylesem. Zrządzeniem losu jednak Sarah trafia wkrótce do tej samej „oderwanej” rzeczywistości, w której Nyles – jak się okazuje – przebywa od tak dawna, że nie potrafi nawet przywołać wspomnień z „prawdziwego” życia.

Sensem Sary staje się przez półtoragodzinny seans poszukiwanie wyjścia z pułapki czasu, w której zostaje uwięziona. Nyles, jako jej przeciwieństwo, wydaje się z kolei doskonale bawić w pętli, w której może spełniać nawet najbardziej absurdalne zachcianki. Z tego zderzenia charakterów i motywacji oraz kwitnącego romansu zrodziła się porządna komedia romantyczna, która zadowoli nie tylko miłośników gatunku. Humor wyraźnie nakierowano na odbiorcę masowego, jest lekki i niezbyt finezyjny, to znaczy śmiejemy się głównie z narkotycznych uniesień bohaterów, seksualnych fantazji czy głupawych gagów. Przy tym bohaterowie wydają się bardzo zaangażowani emocjonalnie w swoje bądź co bądź całkowicie poważne rozterki – są przekonujący i jednocześnie rozkosznie zabawni. Czy może być coś lepszego?

Barbakow pyta ustami Nylesa także o kwestię na wskroś filozoficzną: czy życie w monotonii jest prawdziwym życiem? Czy może jedynie wegetacją, stanem pośrednim między narodzinami a śmiercią, jednym ważnym wydarzeniem w życiu a drugim, pomiędzy którymi człowiek tylko pije, uprawia seks i korzysta z innych doczesnych uciech życia? Czy wartości człowieka nie poznaje się dopiero wtedy, gdy przychodzi mu podejmować kluczowe decyzje? A może wartość człowieka i sens jego działań nie istnieją?

Sarah pod wieloma względami jest kompletnym przeciwieństwem Nylesa | Christopher Willard/Hulu [Gutek Film]

To ostatnie pytanie wydaje się najważniejsze – i znów kontrast, bo przeciwne podejście do sensu życia mają Nyles i Sarah. Nieco przypomina mi to dylemat z Nieznośnej lekkości bytu Milana Kundery. Palm Springs – choć w sposób oczywisty nie da się tego filmu porównać do powieści czechosłowackiego pisarza – wydaje się filozofią bardzo zbliżony do dzieła Kundery. Mam konkretnie na myśli przeciwstawne sobie opinie o, powiedzmy, przeżywaniu życia tylko raz, bez powtórzeń czy możliwości zaplanowania każdej sekundy.

Komedia Maxa Barbakowa uderza w podobne tony. Czy nieśmiertelność naprawdę jest taka kusząca, jak może się nam wydawać? Czy bezpieczeństwo i stabilność to najwyższe wartości w życiu? Czy Nyles w którymś z zapętleń poszedł do łóżka z ojcem Sary?

Na te i inne ważne pytania znajdziecie odpowiedzi pomiędzy spazmami śmiechu w Palm Springs.

No, a przynajmniej na to ostatnie.

Palm Springs to bez wątpienia jedna z najlepszych komediowych propozycji w ostatnim czasie. Mimo że w kinach produkcję zobaczymy wyłącznie w maseczkach, to nawet biorąc je pod uwagę zmarszczki zmrużonych przez śmiech i oświetlonych blaskiem srebrnego ekranu oczu będą widoczne przez większość seansu. Większość, bo choć nie doświadczymy humoru drętwego ani wymuszonego, to od czasu do czasu film wymusza chwilę refleksji. Cały czas spędzony w kinie będziemy jednak cieszyć się z miłej odmiany od szarugi codzienności w kolorowej monotonii Nylesa i Sary.