Wszystkie kreski pamięci – szkic o „Zabij to i wyjedź z tego miasta”

14 lat pracy nad filmem, którego paliwem napędowym są wspomnienia i rozliczenia z przeszłością – w zasadzie można napisać, że Mariusz Wilczyński zbierał materiał do swojego pierwszego pełnometrażowego filmu przez całe życie. Wciąż mało mamy w polskich kinach animacji dla dorosłych, dlatego nie przegapcie obrazu: Zabij to i wyjedź z tego miasta. Może nie wyjdziecie z kina zrelaksowani, ale za to z głową pełną wrażeń i rozdygotaniem emocjonalnym.

Obraz pamięci

Zacznijmy nietypowo, bo od formy: to ona jest siłą Film rysowany jest oszczędną, prostą, trochę „nieładną” kreską. Uwagę widza w tym płasko przedstawianym świecie bez głębi przyciąga operowanie światłem. Lampy, wnętrze oświetlonego tramwaju, lampki choinkowe, nawet światełko we włączonym gramofonie – to rzeczy rysowane bardzo realistycznie i nieschematycznie. Ledwo naszkicowani ludzie i bogactwo szczegółów w narysowanych przedmiotach oraz genialne zabawy proporcjami – to elementy przyciągające uwagę widza. Lep na muchy, mozolne próby nawlekania nitki na igłę, krople spływające po szybie tramwajowego okna – ileż w głowie mamy nikomu niepotrzebnych obrazów, które tkwią w pamięci na pozycji równoprawnej do świadomie postrzeganych jako ważne faktów z życia! Reżyser pozwala im funkcjonować w filmie, poświęca im uwagę i czułość kreski.

To co duże – bywa małe, a małe rozrasta się do rozmiarów olbrzyma. Gra proporcjami jest w tym filmie świetnym środkiem narracyjnym. W jednym momencie domy, statki, pociągi zmieniają się w dziecięce zabawki. To znów jakiś drobiazg rozrasta się do ram całej scenografii. Wspaniały środek łączący w jedną historię przeróżne rozdzielne czasowo i przestrzennie historie.

Dźwięk pamięci

Choć to animacja, czyli z definicji film zdominowany przez obraz, to właśnie to, co słychać, a nie to, co widać, lepiej oddziaływało na moją wyobraźnię. Po pierwsze: dialogi. Lista aktorów, którzy podłożyli głos pod postaci wygląda jak lista gości na polskie Oscary: Krystyna Janda, Andrzej Wajda, Marek Kondrat, Daniel Olbrychski, Andrzej Chyra, Maja Ostaszewska, Małgorzata Kożuchowska, Barbara Krafftówna, Anna Dymna. Ci aktorzy odgrywają dialogi złożone ze sztampowych wypowiedzi, słów niewiele znaczących, ale nieustannie wypełniających naszą codzienność i nasze wspomnienia. Jałowe dyskusje, „ludowe mądrości”, uliczny „small talk”, reprymendy kierowane do dzieci – nieważne, nieistotne, ale wyrzucane przez nas w ilościach hurtowych, cyklicznie powtarzane przez pokolenia. Taplamy się w tych słowach niczym ryby w oleju – zresztą filmowy obraz ryboludzi sprzedawanych na wagę w centrali rybnej zostanie ze mną na dłużej.

Dźwięk w filmie Wilczyńskiego to także cała masa bardzo realnych odgłosów tła. Schematyczny obraz w zderzeniu z bardzo rzeczywistym dźwiękiem (skrzypienie starego tramwaju, turkot pociągu, brzęczenie muchy) daje nam niezapomniane wrażenie świata, na wpół realnego na wpół zatartego. 

Jest też klasyczna ścieżka dźwiękowa, autorstwa nieżyjącego już Tadeusza Nalepy. Muzyk jest jednocześnie postacią z filmu i przyjacielem głównego bohatera, a dźwięki takich hitów jak Anna w wykonaniu Stana Borysa są niczym statek, który przenosi nas w sam środek Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Kadr z filmu Zabij to i wyjedź z tego miasta (reż. Mariusz Wilczyński) // Gutek Film

Opisałam, jak Mariusz Wilczyński opowiada widzowi swoją historię. Pora spróbować zmierzyć się z pytaniem,  o czym jest ta opowieść.

 „Mariuszku, o czym ten film?” – pyta matka przykuta do szpitalnego łóżka. „Jak narysuję, to pokażę” – odpowiada zniecierpliwiony bohater. Taką scenę reżyser umieszcza w filmie, która jest jakby żartem z każdej próby streszczenia. Bo są filmy, wiersze i spektakle, których się nie opowiada. Je się czuje.

Wilczyński zaprasza nas do wielkiego worka w swojej głowie zwanego pamięcią. Wspomnienia to przedziwna część naszej osobowości. Pozbawiona ładu, chronologii, przyczyno-skutkowości. Samo mięso emocji i przypadkowości. Dlaczego pamiętamy jedną z tysiąca zabitych much? Czemu utyka nam w pamięci obraz jednej zabawki z dzieciństwa – niekoniecznie najważniejszej? Czemu niektóre słowa rodziców tkwią jak drzazga w palcu i powracają znów i znów?

Obraz rozmazuje się pod wpływem czasu, na pierwszy plan wychodzi szczegół. Gryf gitary, kosmyk spadający przy pochyleniu twarzy dominuje nad rysami twarzy, ręki już nie ma. Obraz przyjaciela się rozpływa, jest równie istotny jak neon widziany codziennie z okna mieszkania.

Jednocześnie animacja Wilczyńskiego jest cały czas rozliczaniem z umieraniem, przemijaniem i ewolucją. Część z tych rozliczeń powstaje świadomie, gdy autor opowiada np. o swoich rodzicach. Część dopisało życie i długi proces powstawania filmu. Z ekranu mówią do nas głosy zmarłych: Gustaw Holoubek, Irena Kwiatkowska, Andrzej Wajda, Tomasz Stańko, a także Tadeusz Nalepa. Dyskusja z odchodzeniem i zostawaniem z kawałkach pamięci trwa.

Jesteśmy skonstruowani z bylejakości i przypadkowości,  a mimo wszystko jest w tym liryzm i intymność doświadczania świata. Dlatego podróż do pamięci Wilczyńskiego jest taka porywająca. Dziecięcy strach rośnie i wyolbrzymia obrazy z przeszłości, nie muszą być złe, ale przefiltrowane przez nasze wnętrza staje się ziarnem, z którego kiełkuje nasza dusza. Obrazy, słowa, dźwięki, mechanizmy – powracają i staja się obsesją. Zacinają się jak bajka w starym komunistycznym projektorku – zabawce dla dzieci (to również metafora filmowa). Mantry codzienności, powtarzane, odtwarzane i przetwarzane w głowie są pożywką dla demonów. Co się stało, już nigdy w głowie się nie odstanie. Jak olej rozlany przez Anuszkę, jak głowa odcięta przez tramwaj. Dobrze rozpoznajecie. Wątków z jednej z najpiękniejszych powieści wszech czasów – Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa – także w tej animacji nie zabrakło. A demoniczny głos Daniela Olbrychskiego – kota Behemota wprowadza nas w stan trudno wytłumaczalnej metafizyki. Pada nawet faustowski najlepszy opis diabła: jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego pragnie i zawsze czyni dobro.

Kadr z filmu Zabij to i wyjedź z tego miasta (reż. Mariusz Wilczyński) // Gutek Film

Choć bazą do powstania filmu jest niewątpliwie dzieciństwo reżysera, to kulturowych nawiązań znajdziemy w tym filmie ogromną liczbę. Pozostawiam Wam ich odkrywanie, bo szkoda psuć tak wspaniale skonstruowaną przez reżysera ścieżkę zagadek.

Jest jednak artysta, którego twórczość, w moim odczuciu, idealnie koresponduje z tą animacją Wilczyńskiego. To Tadeusz Kantor, reżyser teatralny i plastyk. Twórca m.in. takich spektakli jak Wielopole, Wielopole, Umarła klasa, Dziś są moje urodziny. Śledzenie mechanizmów pamięci, badanie jej szczegółowości i wrażeniowości, ten sam formalizm w konstruowaniu postaci, płynność i achronologia. To łączy dla mnie tych dwóch artystów i każe wyczekiwać kolejnych animacji Wilczyńskiego.

I jeszcze ten tytuł

Pamięć jest naszym dziedzictwem – czy nie tak uczą na lekcji historii? A co jeśli pamięć jest naszym przekleństwem? Nawracające obsesyjnie obrazy, mikro traumy, słowa ścigające nas jak boginie zemsty, Erynie – to są nasze skarby? Gdyby dało się zakopać je jak dołek na plaży – podsuwa nam myśl reżyser i rękami chłopca – starca wrzuca do dziury w piasku domy, pociągi, tramwaje z rodzinnej Łodzi. „Zabij i wyjedź” – radzi w tytule. „O ile zdołasz zasypać dołek w swojej głowie” – odpowiadam po wyjściu z kina.