Oscary 2021. Przewodnik Pełnej Kulturki przed 93. rozdaniem nagród

4870 minut, czyli ponad 81 godzin, czyli 3 i 1/3 dnia. Tyle czasu trzeba by było poświęcić, by obejrzeć wszystkie nominowane do Oscara produkcje. Nagrody Akademii Filmowej w tym roku przyznane zostaną w nocy z niedzieli na poniedziałek i choć wydaje się, że przez pandemię przemysł filmowy przeżywa stagnację, lista nominacji i tak jest dość imponująca, w dodatku znajdziemy na niej kilka polskich akcentów. W naszym przewodniku poznacie najważniejsze fakty na temat 93. ceremonii wręczenia Oscarów, które każdy miłośnik kina znać powinien.

Oscary to najsłynniejsze nagrody filmowe na świecie – znane nie tylko przez znawców kina, komentowane przez niemal wszystkich. Gala rozdania tych prestiżowych statuetek Akademii Filmowej to od lat nie tylko impreza poświęcona filmowcom, ale wielkie wydarzenie kulturalne, łączące kino, show business, modę, muzykę i inne gałęzie kultury popularnej. Sama nagroda przyznawana jest od 1927 roku, czyli od momentu powstania Akademii. O ile dziś na oglądanie gali musimy w Polsce zarezerwować sobie całą noc, tak pierwsza edycja wydarzenia trwała zaledwie 15 minut. Rozdanie statuetek przekładane było w historii zaledwie cztery razy, z czego jak dotąd po raz ostatni w 2020 roku, ze względu na pandemię koronawirusa (wcześniej także z powodu próby zabójstwa prezydenta USA Ronalda Reagana w 1981 r., z powodu pogrzebu Martina Luthera Kinga w 1968 r. i z powodu powodzi Los Angeles w 1938 r.).

Warto wiedzieć na wstępie, że pandemia COVID-19, tak jak w innych obszarach życia, również na sektor filmowy zadziałała jak tasiemiec na układ pokarmowy. O statuetkę nie może na przykład powalczyć najnowsza, 25. odsłona przygód Jamesa Bonda – „Nie czas umierać” – która swoją premierę miała zaliczyć w kwietniu 2020 r., a do kin wejdzie dopiero 8 października 2021 r. Podobnie jest z filmem „Diuna”, który mieliśmy obejrzeć już w grudniu, a wejdzie do kin dopiero na tydzień przed najnowszym Bondem. Z kolei w czerwcu ubiegłego roku miał debiutować musical wytwórni Warner Bros. „In The Heights”, bazujący na widowisku pokazywanym m.in. na Broadwayu. Premiera filmu została jednak przesunięta na 11 czerwca 2021 r., a więc ta produkcja również nie powalczy o tegoroczne Oscary.

Oscary w liczbach

O najważniejszą nagrodę w świecie kina, czyli o statuetkę Oscara w kategorii „Najlepszy film”, walczy w tym roku, jak zazwyczaj, 8 filmów: „Judas and the Black Messiah”, „Mank”, „Minari”, „Nomadland”, „Obiecująca. Młoda. Kobieta”, „Ojciec”, „Proces Siódemki z Chicago” i „Sound of Metal”. Już w tym gronie warto przyjrzeć się tym produkcjom, które mają na koncie najwięcej nominacji.

Na pierwszy rzut oka faworytem do zdeklasowania konkurencji w najważniejszej kategorii oscarowej jest „Mank”. Czarno-biały film nakręcony dla Netfliksa walczy o statuetkę w aż 10 kategoriach. Trzeba jednak pamiętać, że liczba nominacji nie zawsze (a nawet dość rzadko) idzie w parze z wygraną tej najistotniejszej nagrody. Na przykład w 2020 r. żaden z trzech najczęściej nominowanych filmów („Joker” – 11 nominacji, „Pewnego razu w… Hollywood” – 10 nominacji, „1917” – 10 nominacji) nie został okrzyknięty najlepszym, a triumf święcił „Parasite”, nominowany w 6 kategoriach. Rok wcześniej zwyciężył „Green Book”, który walczył o 5 statuetek, podczas gdy „Faworyta” i „Roma” miały po 10 nominacji. W 2017 r. pewniakiem wydawał się „La La Land”, nominowany w 14 kategoriach, ale najważniejszą statuetkę otrzymał „Moonlight” (8 nominacji).

Jeszcze na długo przed galą, bo w momencie ogłoszenia nominacji, wielkim wygranym tegorocznej fety Akademii stał się Netflix. O statuetki walczy aż 35 produkcji największego serwisu VOD na świecie, pozostawiając daleko w tyle wielkie studia: do Oscara nominowanych zostało 8 filmów Warner Bros., 7 filmów Focus Features i 6 filmów Sony Pictures Classics. Od tych wytwórni lepiej radzi sobie nawet Amazon, którego 12 produkcji może otrzymać wyróżnienia. W tym roku Netflix trafił wręcz do czołówki producentów najczęściej nominowanych przez Akademię w jednym konkursie. W 1941 r. studio United Artists otrzymało 45 nominacji, a w 2003 r. wytwórnia Miramax była nominowana 40 razy.

Inną rzeczą charakterystyczną dla tegorocznych Oscarów jest rekordowa liczba nominacji dla kobiet. Może wydawać się to szokujące, ale w 2021 r. po raz pierwszy w historii o nagrodę za reżyserię walczą równocześnie dwie artystki, Chloé Zhao („Nomadland”) i Emerald Fennell („Obiecująca. Młoda. Kobieta”). Jeśli któraś z nich otrzyma statuetkę, będzie to dopiero drugi taki przypadek w historii, kiedy Akademia nagradza reżyserkę, a nie reżysera (pierwszą nagrodzoną była Kathryn Bieglow za film „The Hurt Locker. W pułapce wojny”).

Oscary 2021: Co obejrzeć?

Nie ma co się oszukiwać: pandemia i związane z nią zamknięcie kin mocno uszczupliło listę wielkich produkcji, które mogłyby stanąć do walki o złote statuetki. Efektem lockdownu jest o wiele większa reprezentacja produkcji zleconych przez serwisy VOD, takich jak Netflix i Amazon. Finalnie wylądowaliśmy z listą 56 filmów, które powalczą o tegoroczne nagrody Akademii.

Decydując się na nadrobienie zaległości z 2020 r. i początku 2021 r. warto zacząć od seansu filmu „Mank”, który otrzymał 10 nominacji, w tym w kategorii „Najlepszy film”. Członkom Akademii spodobała się również m.in. gra aktora pierwszoplanowego, Gary’ego Oldmana, reżyseria Davida Finchera czy zdjęcia Erika Messerschmidta. Zrealizowany w czerni i bieli obraz opowiada o kulisach pracy nad „Obywatelem Kanem” z perspektywy scenarzysty tego słynnego filmu z 1941 r. – Hermana J. Mankiewicza. Zaznaczmy, że „Mank” nie spodoba się każdemu – nie jest to rodzaj filmu skierowanego do szerokiej publiczności, a raczej do kinomaniaków z krwi i kości. Najwięcej wyciągną z „Manka” widzowie zafascynowani historią Hollywood, miłośnicy Orsona Wellesa, oczarowani czarno-białą estetyką. Bez wcześniejszej lektury na temat amerykańskiego kina lat 30. lepiej nie podchodzić.

Choć o „Manku” słyszało się przez ostatnie miesiące chyba najwięcej, to nie film Finchera wydaje się być głównym kandydatem do najważniejszej statuetki nocy z niedzieli na poniedziałek. Jak przewidują krytycy, na oscarowym podium stanie reżyserka Chloé Zhao za film „Nomadland”. Właśnie na tę produkcję stawiają publicyści m.in. z „Variety”, IndieWire i z „The Hollywood Reporter”. Ten ostatni przypadek jest o tyle ciekawy, że Ben Zauzmer co roku przedstawia matematyczne prawdopodobieństwo wygranej każdego z nominowanych filmów. Dziennikarz oblicza wynik na podstawie tego, w jakich innych kategoriach nominowane jest dane dzieło, czy było już nagradzane np. na festiwalach, ile za jego zwycięstwo wypłacą bukmacherzy, a także jakie oceny ma w serwisach takich jak IMDb czy Rotten Tomatoes. Na podstawie tych wszystkich czynników „The Hollywood Reporter” określa szanse „Nomadland” na zdobycie najważniejszej statuetki na prawie 68%. Dla porównania – na drugim miejscu jest „Proces siódemki z Chicago”, który według tych przewidywań ma zaledwie 12% szans, „Obiecująca. Młoda. Kobieta” ma nieco ponad 7%, „Minari” i „Ojciec” – około 4%, „Sound of Metal” i „Mank” – 2%, a „Judas and the Black Messiah” – nieco ponad 1%.

Niestety, „Nomadland” nie jest jeszcze polskiej publiczności znany – to jeden z niewielu przypadków, w których potencjalny zwycięzca Oscarów nie trafił jeszcze do kin w kraju nad Wisłą (ani do serwisów streamingowych). Możemy posiłkować się jedynie recenzjami, trailerem i zarysem fabuły. Film Chloé Zhao opowiada historię 60-letniej Fern, która z powodu recesji traci cały dobytek i postanawia zostać nomadką. To film drogi, w którym reżyserka skupia się na ukazaniu ubogiej części amerykańskiego społeczeństwa, formą przypominając niekiedy dokument. To zresztą nie zaskakuje, bo „Nomadland” został nakręcony na podstawie reportażu Jessiki Bruder.

Niestety w najbliższym czasie nie obejrzymy też innej arcyciekawej produkcji, która walczy o Oscara – „Na rauszu”, czyli duński komediodramat o czwórce nauczycieli próbujących – w ramach eksperymentu – upijać się w pracy, by osiągać lepsze wyniki edukacyjne. Film z uwielbianym przez międzynarodową widownię Madsem Mikkelsenem może liczyć na 2 statuetki – za reżyserię i jako najlepszy film nieanglojęzyczny. Przed trwającym lockdownem „Na rauszu” mogliśmy obejrzeć w kinach studyjnych, ale jeszcze wielu z nas nie miało takiej okazji. Szkoda, bo dzieło Thomasa Vinterberga nie nosi znamion taniego moralizatorstwa i kampanii antyalkoholowej, a jest to opowieść dużo głębsza, którą każdy może odczytać nieco inaczej.

Czy o Oscara powalczą Polacy?

Tak i nie. Rodzime produkcje nie zakwalifikowały się do żadnej kategorii przed tegorocznymi Oscarami – a to właśnie kraj produkcji i narodowość aktorów najczęściej przychodzą na myśl, gdy mówi się o nagrodach dla polskich artystów. Niestety, w tym roku na powtórkę sukcesu „Idy” Pawła Pawlikowskiego nie ma szans, choć jeszcze jesienią wydawało się, że nominację może otrzymać film „Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta.

Nie oznacza to, że Polacy nie maczali palców przy żadnym z filmów nominowanych do Oscara w 2021 r. Być może rodzimi twórcy będą mogli pochwalić się aż dwoma statuetkami. Kandydatem do nagrody za najlepsze zdjęcia jest polski operator Dariusz Wolski, od lat mieszkający w USA, który pracował przy filmie „Nowiny ze świata” Paula Greengrassa z Tomem Hanksem w roli głównej. Western miał swoją międzynarodową premierę na Netfliksie w lutym tego roku.

Na wyróżnienie zasługują też polscy twórcy, którzy pracowali przy międzynarodowej produkcji „Quo Vadis, Aida?”. To obraz wojny w Bośni i Hercegowinie – akcja dzieje się w 1995 r. w Srebrenicy. Główną bohaterką jest tytułowa Aida, która próbuje ocalić swoją rodzinę przed wymordowaniem jej przez serbskie oddziały gen. Ratko Mladicia. Jeśli film przypadnie Akademii do gustu, ze statuetki cieszyć się będą m.in. polska producentka Ewa Puszczyńska oraz autor muzyki – Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że szanse bośniackiego dramatu są raczej niewielkie, tym bardziej, że walczy on w tej samej kategorii, co duński film „Na rauszu”.

Oscary 2021. Gdzie obejrzeć? Kiedy początek?

Trwa odliczanie ostatnich godzin przed rozpoczęciem 93. gali rozdania Oscarów. W Polsce transmisję można obejrzeć w telewizji na programie Canal+ Premium i online w serwisie canalplus.com. Studio startuje o godzinie 2:00, a przez oscarową noc przeprowadzą nas Karolina Korwin Piotrowska i krytyk filmowy Błażej Hrapkowicz. Najważniejsze momenty będą także udostępniane w mediach społecznościowych Akademii.