Azjatyckie kino podbija świat. Poznaj jego fascynującą historię dzięki cyklowi wykładów online [ROZMOWA]

Kadr z filmu "Miłosne Piekło" (reż. Sion Sono)

Nie tylko kino sztuki walki, samuraje czy anime. Dalekowschodnia kinematografia wychodzi daleko poza wyobrażenia przeciętnego bywalca multipleksów, który zdecydowanie większą wiedzę ma przecież o kinie amerykańskim, brytyjskim czy francuskim. Choć nad Wisłą nieomal każdy słyszał o uznanych na całym świecie filmach Akiry Kurosawy (np. „Siedmiu samurajów”), o produkcjach animowanych (przykładem niech będzie „Mój sąsiad Totoro” lub „Ghost in the Shell”) i o oscarowym „Parasite”, to jednak japońscy, koreańscy czy filipińscy twórcy są nam nieznani. Szkoda, bo zasługują na uwagę – mówią Pełnej Kulturce organizatorki Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków Anna Mamińska i Jagoda Murczyńska, które współtworzą międzynarodowy projekt Asian Cinema Education.

Jagoda Murczyńska (po lewej)

Kulturoznawczyni, krytyczka filmowa, członkini zarządu Fundacji Sztuki Arteria. Redaktorka książek pt. „Cicha eksplozja. Nowe kino Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej” i „Made in Hong Kong. Kino czasu przemian”. Współorganizuje festiwal Pięć Smaków.

Anna Mamińska (po prawej)

Menadżerka kultury, inicjatorka i koordynatorka projektu Asian Cinema Education, członkini zarządu Fundacji Sztuki Arteria. Kuratorka muzycznego projektu Festiwal Radio Azja. Współorganizuje festiwal Pięć Smaków.

Bartłomiej Plewnia (Pełna Kulturka): Tak naprawdę poza Kurosawą, „Parasite” i anime, sztuka filmowa Dalekiego Wschodu jest jeszcze w Polsce mało znana. Dlaczego?

Jagoda Murczyńska (festiwal Pięć Smaków, Asian Cinema Education): Tak, to paradoks, bo Azja jest w tej chwili kontynentem, gdzie powstaje najwięcej filmów na świecie. Przemysł filmowy rozwija się tam dynamicznie, zarówno w sektorze rozrywkowym, jak i w kinie niezależnym, autorskim. Powstaje masa interesujących tytułów, jest wielu interesujących twórców.

Dlaczego to kino nie jest jeszcze w Polsce bardzo popularne? Jest tutaj bardzo dużo mechanizmów, które o tym decydują. Po pierwsze: przyzwyczajenia widzów, ale też przyzwyczajenia dystrybutorów, którzy obawiają się sięgania po tematy, które trzeba dopiero wprowadzić, po konwencje, których trzeba dopiero widzów nauczyć. To też efekt dominacji Hollywood i tego, że łatwiej sięgać do Stanów Zjednoczonych, do aktorów, którzy już są znani i rozpoznawalni. Do twórców, którzy odwołują się do tych tematów i stylistyk, które my dobrze znamy.

W rzeczywistości jednak kino azjatyckie, co często słyszymy od widzów naszego festiwalu, wcale nie jest egzotyczne, nie opowiada o problemach, które są nam kompletnie obce. To są bliskie nam emocje, fascynujące scenariusze, często w bardziej świeży i zaskakujący sposób przedstawiające to, co dzieje się w dzisiejszym świecie, czego przykładem jest właśnie „Parasite”, który w jakiś sposób swój sukces osiągnął między innymi dzięki temu, że potrafił nazwać te problemy, z którymi mierzą się ludzie na całym świecie i w zaskakujący sposób połączył różne konwencje.


Zobacz ofertę nowego cyklu VOD Pięć Smaków. Do 7 lipca można obejrzeć aż 8 filmów w reżyserii Siona Sono (kliknij w obrazek):


BP: No właśnie: nie jest tak, że filmowcy japońscy czy koreańscy próbują w jakiś sposób odczarować nasze spojrzenie na Daleki Wschód? Możemy mówić o próbie „deorientalizacji” tego regionu?

Jagoda Murczyńska: Myślę, że ten kierunek już trochę nie wygląda w ten sposób. Twórcy z Azji nie mają potrzeby nikogo przekonywać o tym, że to kino jest wartościowe. Oni robią filmy dla swojej widowni, która jest gigantyczna i która też domaga się ambitnych treści. To nie jest tak, że twórcy z Chin, którzy mają do dyspozycji miliardy widzów, twórcy z Indii, z Korei, gdzie przemysł filmowy rozwija się spektakularnie, mają potrzebę przekonywać do czegoś widzów z Europy. To raczej widzowie z Europy mają potrzebę odkrywania kina azjatyckiego i są zaskoczeni inną percepcją rzeczywistości. Dlatego proces egzotyzacji i szukania sensacyjnych tematów, które dominowały w repertuarach kin czy festiwali, to już nie jest ten czas. To jest kinematografia, na którą wszyscy patrzą z dużym zainteresowaniem, region świata ogromnie ważny, także ze względów politycznych, społecznych, kulturowych – nastolatki na świecie słuchają k-popu i coraz więcej widzów ma ochotę zobaczyć, co w tamtejszym kinie powstaje.

Jest to też kino ze wspaniałymi tradycjami i w naszym projekcie staramy się opowiadać z jednej strony o tym, co nas fascynuje we współczesnym kinie, ale też sięgnąć do korzeni, pokazać dialog, w jaki sposób nowoczesny język kina koresponduje z lokalnymi historiami, w jaki sposób nawiązuje do tradycji literackich czy teatralnych, ale też z tym, co jest znane widzom na całym świecie.

BP: Historia bardzo wyraźnie rezonuje w filmach azjatyckich, Asian Cinema Education to projekt, który na to kładzie – jak mi się wydaje – ogromny nacisk.

Anna Mamińska ( festiwal Pięć Smaków, Asian Cinema Education): Odwołujemy się do historii i do klasyki kina. Mamy kilka wykładów, które sięgają wiele lat wstecz. Jest to między innymi wykład Eiji Niskanen o historii japońskiej produkcji filmowej czy opowieść o japońskich horrorach, science fiction i fantasy.

BP: Czyli mówimy o takim aspekcie filmoznawczym. Czego z tych wykładów możemy się dowiedzieć, jakich dotykamy regionów, jakiej tematyki?

Anna Mamińska: Zaczęliśmy od dwóch wykładów na temat historii kina Korei. To są prelekcje Darcy’ego Paqueta, który – jak mi się wydaje – jest w tym momencie jednym z największych światowych autorytetów w dziedzinie kina koreańskiego. To autor licznych publikacji, wykładowca Busan Asian Film School, oprócz tego pojawia się w niektórych filmach koreańskich jako aktor, jest tłumaczem filmowym. Jego wykłady są po prostu porywające. W projekcie Asian Cinema Education Paquet opowiada o kluczowych momentach w historii kina Korei – także tej najnowszej (w wykładzie „Nowe kino Korei”).

Mamy też prelekcję na temat historii 47 samurajów – wykład w zasadzie literaturoznawczy. O tym, jak historia roninów została pokazana w różnych adaptacjach filmowych i jak do tej historii nawiązuje też czasem japońska popkultura.

Co dwa tygodnie będziemy dodawać kolejne dwa wykłady i czeka nas jeszcze wiele pasjonujących tematów. Bardzo wiele dotyczy kina japońskiego, przedstawimy m.in. historię anime, japońskie kino gangsterskie i spojrzenie powojennego kina na tematykę wojenną. Zaprezentujemy pokrótce kinematografię Filipin, współczesne kino indyjskie, czy sukcesy współczesnej chińskiej produkcji filmowej. Tych zagadnień mamy bardzo wiele i obejmują one w zasadzie całą Azję Południowo-Wschodnią, Południową i Wschodnią.

BP: Widzę, że jest też wykład o tym, jak bardzo japońskie jest anime, to brzmi intrygująco. Jagoda, Ty też masz swój wykład – o reżyserkach współczesnego kina Azji. Czy widzisz taki „skręt” w kobiecość w kinie azjatyckim? Widać taki trend?

Jagoda Murczyńska: Tak, na pewno mówi się o takiej nowej fali. Kilka lat temu dotyczyło to reżyserek japońskich, teraz koreańskich, ale pojawiają się też w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Na naszym festiwalu pokazujemy bardzo często filmy wyreżyserowane przez kobiety.

Mariko Bobrik, japońska reżyserka mieszkająca w Warszawie. Jej pełnometrażowym debiutem jest film „Smak pho” z 2019 r., czyli opowieść o wietnamskiej społeczności w stolicy Polski.

BP: To takie na czasie, bo przecież tegoroczne Oscary to był czas historyczny dla kobiet-reżyserek.

Jagoda Murczyńska: Tak, zwłaszcza dla pochodzącej z Chin Chloé Zhao. Mój wykład jest takim bardzo krótkim wprowadzeniem, bo tych postaci jest naprawdę bardzo wiele, są to fascynujące autorki, które realnie zmieniły kinematografię swoich krajów. Staram się też jednak pokazać, że nie jest to zjawisko nowe, że kobiety tworzyły tak naprawdę od samego początku istnienia kina. Była to jednak bardzo trudna droga do kariery. Teraz pomału rzeczywistość się zmienia i kobiecych nazwisk w świecie azjatyckiego filmu jest coraz więcej. Jest to też taki sposób, w jaki chcemy o tym kinie porozmawiać: pokazywać to, w jaki sposób tradycja łączy się z teraźniejszością, jak popkultura przeplata się z tą sztuką tzw. „wysoką”. Te wykłady mają służyć odczarowaniu mitu azjatyckiego kina jako absolutnie niedostępnego i trudnego, a przy tym pokazać jego niesamowite bogactwo i złożoność.

BP: Myślę, że tu trzeba by było w ogóle zacząć od zachęcania szerokiej publiczności do oglądania ambitniejszych filmów w ogóle, a nie tylko blockbusterów. To nieco szerszy problem, który dotyczy edukacji filmowej. Czy Polacy mało wiedzą o filmach? Uważają je za sztukę „niską”?

Jagoda Murczyńska: Nie odważyłabym się na tak szerokie diagnozy, zwłaszcza, że do nas docierają widzowie, którzy wiedzą, czego chcą i czego szukają. Doświadczenie przejścia w tryb online było dla nas bardzo pozytywnym zaskoczeniem, jeśli chodzi o reakcję widzów. Martwiliśmy się o to, że pokazywanie filmów online jest bardzo bezosobowe, że te filmy pojawiają się w sieci, ktoś je ogląda w domu, ale nie ma potem dyskusji, wymiany wrażeń, która jest jednak kwintesencją życia festiwalowego.

Okazuje się jednak, że te filmy pokazywane online też budzą gorącą dyskusję, powstała w czasie festiwalu grupa „Pięc Smaków – Kino Azji”, która cały czas aktywnie działa. Osoby z całej Polski – zarówno pasjonaci kina azjatyckiego, jak i osoby dopiero co rozpoczynające swoją przygodę z dalekowschodnim kinem – są w stanie rozmawiać, polecać sobie tytuły, analizować te filmy często na takim poziomie, że my sami przecieramy oczy ze zdumienia, jak niesamowite treści potrafią w nich znaleźć, jak mocno rezonują w nich emocje i problemy bohaterów.

Myślę, że to jest zjawisko bardzo złożone, jeśli chodzi o widownię. Często jest tak, że to ogniwo pośrednie, czyli dystrybutorzy, stacje i platformy pokazujące filmy, obawiają się wprowadzania tego „trudniejszego” kina, trochę nie wierząc w siłę widzów. My w tę siłę wierzymy i wierzymy w to, że ludzie naprawdę szukają ambitnych treści, mają ochotę o nich rozmawiać i angażować się w nie emocjonalnie i to stoi za naszymi działaniami. To, że one znajdują odbiorców, świadczy o tym, że nasza wiara nie jest bezpodstawna i widzowie ciągle mają apetyt na kolejne tytuły.