„Królewna Jebaczka” i „Hobbit czyli w te i we wte”. 6 zwariowanych polskich gier retro

Dziś polski gaming kojarzy się przede wszystkim z trzema częściami Wiedźmina i Cyberpunkiem 2077, czyli grami od CD Projekt RED. Głośno w świecie jest też o dystopijnych produkcjach 11bit Studios jak Frostpunk i This War of Mine (gra wpisana na listę lektur szkolnych), a także artystycznych dziełach krakowskiego Bloober Team: Blair Witch i wydane w tym roku The Medium. Gdy jednak cofniemy się o ponad 20 lat wstecz okaże się, że Polacy nawet u schyłku PRL-u próbowali osiągać sukcesy w dziedzinie elektronicznej rozrywki – przeważnie z mizernym skutkiem. W tym tekście przyglądamy się najciekawszym polskim grom wideo lat 80. i 90. ubiegłego wieku.

Królewna Jebaczka (1984)

Wydana w 1984 roku zręcznościówka zespołu X-Frog witała graczy fragmentem kodeksu karnego, konkretnie artykułem 173 kk: „Kto rozpowszechnia pisma, druki, fotografie lub inne przedmioty mające charakter pornograficzny, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności lub grzywny”. Gdyby ktoś jeszcze po odczytaniu tytułu miał jakiekolwiek wątpliwości, nad fragmentem kodeksu znalazł się podtytuł odważnej produkcji: „gra pornograficzna”.

Porno-zręcznościówka wydana na ZX Spectrum (brytyjski mikrokomputer popularny w latach 80.) wzorowana była – jeśli o same zasady rozgrywki chodzi – na słynnym Pac-Manie. Twórcy z X-Frog poszli na całość, opatrując zręcznościowe wyzwania zarysem fabuły, według której na dworze pewnego króla doszło do „zawodów” w oddawaniu… życiodajnego płynu. Turniej podstępem wygrywa okrutny duch o imieniu inspirowanym męską częścią ciała, a gracz – jako jeden ze śmiałków – próbuje przejść trzy labirynty, by odnaleźć uwięzioną przez szwarccharaktera królewnę. W finałowym poziomie zadaniem jest wykazanie, że „jest się prawdziwym mężczyzną”. Królewna Jebaczka nie pozostawia zbyt wiele miejsca domysłom i wyobraźni, gra jest nie tyle prosta, co prostacka i tak wtedy, jak i dziś, pozostaje jedynie ciekawostką raczkującego w Polsce gamedevu.

Hobbit czyli w te i we wte (1985)

Rok po kontrowersyjnej grze od X-Frog polscy gracze zaopatrujący się na giełdach w pirackie kopie gier zza granicy mogli zagrać w jedną z pierwszych gier fabularnych po polsku. Wydany przez Braintron Software tytuł był oczywiście egranizacją – jak dziś byśmy powiedzieli – twórczości Tolkiena. Gra nawiązywała do wydanej w 1982 r. przez australijskie studio Beam Software gry The Hobbit, ale w przeciwieństwie do niej polska wersja nie była opatrzona obrazkami. Stworzona przez Bohdana R. Raua przygodówka była pełna błędów (nie tylko językowych, ale i czysto technicznych), do tego stopnia, że nie dało się jej ukończyć. Polskiego odbiorcę Hobbit czyli w te i we wte urzekł przede wszystkim możliwością przeżycia historii w rodzimym języku. Jak pisze Marcin Kosman w książce „222 polskie gry, które warto znać”, właśnie dzięki m.in. tej grze Bohdan Rau stał się „prawdopodobnie pierwszą osobą w Polsce, która dorobiła się na pisaniu gier”.

Smok Wawelski (1987)

Tak jak gra o hobbicie, Smok Wawelski to produkcja przygodowa, która opiera się na opowiadaniu historii. Po dwóch latach postęp technologiczny zaczął docierać powoli do polskich twórców i dlatego duet Piotra Kucharskiego i Krzysztofa Piwowarczyka zawarł w swoim dziele rozmaite obrazki. Jak można się domyślać, przedstawiają one (dość umownie) m.in. herb Krakowa, dziedziniec zamku królewskiego na Wawelu czy oczywiście legendarnego gada.

Jak pokonać smoka? Każdy, kto słyszał o smoku wawelskim od razu będzie wiedział, że gracz wciela się w dzielnego szewca, który uratował mieszkańców grodu Kraka. Stąd podczas rozgrywki powtarzamy znany z legendy schemat. Po krótkiej przygodzie i wyborze kolejnych kroków bohatera na ekranie pojawiał się napis: „Smok obudził się i połknął zatrutą owcę! Następnie, aby ugasić straszliwe pragnienie pobiegł nad Wisłę”. Co działo się dalej – każdy wie.

Twórcy zdradzili w wywiadzie dla magazynu „Top Secret” (nr 2/90), że scenariusz gry o gadzie spod Wawelu gotowy był w zaledwie godzinę, a prace nad kodem potrwały 6 tygodni. W 1989 r. Kucharski i Piwowarczyk założyli firmę i wydali grę o tytule Mózgprocesor, a warto zauważyć, że w tym samym roku panowie szykowali się do matury. Niestety zaledwie kilka lat później stworzone przez nich Computer Adventure Studio upadło przez giełdowe piractwo, które aż do 1994 roku było w Polsce całkowicie legalne.

Robbo (1989)

Nie sposób wymienić wszystkie gry stworzone u schyłku lat 80. XX w. przez polskich twórców, dlatego choćby, że wiele z nich nie zachowało się do dnia dzisiejszego w swoim oryginalnym kształcie, a oprócz tego powstawały one w realiach garażowego siedzenia po nocach między dniem w pracy lub szkole a snem. Robbo to jednak gra uznawana za jedną z pierwszych tak istotnych dla lokalnego rynku elektronicznej rozrywki. W dodatku, jak zauważa wspomniany już wyżej Marcin Kosman, tytuł ten został wydany także na Zachodzie (w USA gra znana była pod tytułem Adventures of Robbo).

W Robbo gracz steruje tytułowym robotem, którego zadaniem jest przemierzanie planet (reprezentowanych przez pnące się w górę platformy), zbieranie na nich śrubek i dotarcie na szczyt każdego z labiryntów. Po drodze omijamy pułapki i rozwiązujemy proste zagadki logiczne. Za projekt gry odpowiedzialny był Janusz Pelc, który – tak jak twórcy Smoka Wawelskiego – rozwijał swoje dzieło „po godzinach” jeszcze jako maturzysta.

Tu należą się dwa słowa wyróżnienia dystrybucji wersji demonstracyjnej Robbo, w którą zagrać mógł każdy, kto włączył (i nagrał) audycję Rozgłośni Harcerskiej i miał dryg do technologii. Ponownie powołam się w tym miejscu na Marcina Kosmana i jego książkę „222 polskie gry, które warto znać”, z której dowiadujemy się, że na falach radia wyemitowano serię pisków i trzasków, które – nagrane na kasetę magnetofonową – zamieniały się w grywalne demo gry Robbo. Produkcja powstała pod szyldem rzeszowskiej firmy Laboratorium Komputerowe Avalon, która wydała w Polsce ponad 40 gier na komputery Commodore 64, Atari i Amiga. Co ciekawe, LK Avalon istnieje do dzisiaj, ale nie wydaje już gier, a programy komputerowe dla firm i szkół.

Tajemnica statuetki (1993)

RetroStrefa - Tajemnica Statuetki | MiastoGier.pl

Kreatywność polskich twórców gier nie zna granic. Dowodem tego w latach 90. była Tajemnica statuetki, gra stworzona przez późniejszych gigantów rodzimego gamedevu – Adriana Chmielarza (współzałożyciel People Can Fly i The Astronauts) i Grzegorza Miechowskiego (twórca 11 bit studios). To produkcja o tyle przełomowa, że dziś jej nazwę podaje się jako pierwszą pełnoprawną polską grę przygodową. Niewątpliwy przełom stanowiła tego czasu oprawa graficzna, która – mimo że oczywiście niezbyt jeszcze zaawansowana – stawiała nie na minimalizm platformowych poziomów i abstrakcyjnych stworków, a na fotorealizm. Lokacje Tajemnicy Statuetki były wprost zdjęciami wykonanymi przez Chmielarza podczas wakacji. Rzecz jasna były to fotografie mocno rozmyte i obdarzone skromną paletą kolorów, ale nie zapominajmy, że mowa tu o pierwszej połowie ostatniej dekady XX wieku. W Tajemnicy Statuetki gracze oglądali zdjęcia wykonane m.in. w Saint Tropez, Monte Carlo i Nicei. Odbiorców urzekły piękne, realistycznie wyglądające obrazki, a także sam gatunek – gry przygodowe były wówczas szalenie popularnym wyborem. Warto odnotować, że to też pierwsza gra studia Metropolis, które jest odpowiedzialne za jeden z pierwszych polskich tytułów uznanych na arenie międzynarodowej, czyli Gorki 17.

Franko: The Crazy Revenge (1994)

Nie wspomnieć o Franko w kontekście polskich gier retro to jak zapomnieć o umieszczeniu makaronu w jadłospisie włoskiej restauracji. Gra przenosiła odbiorców o kilka lat wstecz, do roku 1987. Bijatyka, której fabuła prowadzi graczy przez okres transformacji ustrojowej, dotyka tematyki przemytu narkotykami w Szczecinie, jednak obrazk polskich podwórek lat 80. i 90. znajomy będzie każdemu, kto kiedykolwiek był w dużym polskim mieście. Obskurne drewniane ławki na betonowych podporach, trzymające się na paru gwoździach i kleju dykty zastępujące wybite okna w drzwiach klatek schodowych, obrazoburcze bohomazy na ścianie sklepu Społem – to wszystko buduje klimat bliski wątroby każdego Polaka i każdej Polki.

Gra cieszyła się szaloną popularnością, między innymi ze względu na trzymającą poziom rozgrywkę i zróżnicowanych przeciwników. Niepozbawiona znaczenia była kontrowersja, na którą składała się brutalność, polityczny kontekst (nasi bohaterowie walczyli m.in. z ZOMO i milicjantami) czy obecnych w grze przedstawicieli sukbultur (skinów czy punków).

FRANKO” stał się, jeszcze zanim go wydano, klasykiem naparzanek – wreszcie pokazał, że „Polak potrafi”. Właśnie to, że jest to gra od początku do końca polska pomogło zebraniu większej ilości wielbicieli – takie pochlebstwa można było wyczytać w 1994 r. w kultowym magazynie „Top Secret”.

O popularności gry niech świadczy fakt, że w 2013 r. ogłoszony został projekt kontynuacji przygód Franko pod tytułem Franko 2: Revange is Back. Ambasadorami projektu zostali wówczas popularni youtuberzy – Krzysztof Gonciarz i Remigiusz Maciaszek. Tytuł miał powstać za pieniądze uzbierane przez fanów na platformie crowdfundingowej. Ponad 500 osób wpłaciło na ten cel łącznie prawie 40 tys. zł. Po 2014 r. słuch o pracach nad kontynuacją Franko jednak zaginął. W czerwcu 2021 r. The Company – grupa, która wsparła twórców finansowo w zamian za reklamę w samej grze – złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Najprawdopodobniej Franko 2: Revange is Back nigdy nie ujrzy światła dziennego.