Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

„Naga kobieta wyskakuje z okna, wewnątrz mieszkania zostaje jej maleńkie dziecko”. „Mężczyzna młotkiem zaatakował obsługę sklepu i jej klientów, jest wielu rannych”. „Miłośnik wspinaczki uratował urzędników skarbowych, którzy w czasie kontroli wpadli do szybu nieczynnej windy”. „Znów ofiary nieostrożnego obchodzenia się z fajerwerkami, w miejscowości X petardy wpadły na podwórko sąsiada”. Macie wrażenie, że czytacie nagłówki portali informacyjnych? A zastanawialiście się kiedyś, co doprowadziło do wydarzeń, o których donoszą nam rubryki kryminalne?

Nie mówię o tym, co zdawkowo załatwione jest zdaniem: „przyczyny tego zdarzenia będą wyjaśniać policyjni śledczy i prokuratura”. Mówię o tym, co doprowadza człowieka do skrajnych decyzji w jego życiu.

Film „kRaj” składa się z sześciu niezależnych etiud opowiadających sześć różnych, w żaden sposób niepowiązanych ze sobą historii. Reżyserami byli Maciej Ślesicki,  Veronica Andersson, Filip Hillesland i Mateusz Motyka. Razem z opowieściami oglądamy przekrój polskiego społeczeństwa. I tu jedna bardzo ważna uwaga. Choć zaglądamy i do policyjnej komendy, i do rodzinnej firmy, i do galerii sztuki, i do marketu – postacie filmowe nie są sztampowe. Ów przekrój nie jest zrobiony w oparciu o banał.

Od scenki rodzajowej do krwawej masakry

Każda z historii ma podobne punkty konstrukcyjne. Zaczynamy od sceny absolutnie zwyczajnej, jakich milion rozgrywa się każdego dnia, potem – nadal w zgodzie z logiką – historia zaczyna robić się dziwna, potem dochodzi do momentu wybuchu, eskalacji i wtedy dzieje się coś, co śmiało może znaleźć się na pierwszych stronach brukowców. Każda z tych historii ma w sobie jednocześnie komizm, groteskę i tragizm.

Krew najczęściej leje się w tych historiach strumieniami. A krótki czas, w którym opowieść z całkiem zwyczajnej przemienia się w jatkę, wbija widza w fotel. Tak niedużo nam trzeba, by sięgnąć po nóż, młotek, zapałkę?

Ja nie, ale ci ludzie są tacy źli

Z pewnością znacie to uczucie, które pojawia się, kiedy media fundują nam krwawe kryminałki i drastyczne historie rodzinne. Czasem łapię się na myśli: „jak tak można”, „ja bym tak w życiu…”, „to już musi człowiekowi naprawdę rozum odebrać”. Film „kRaj” jest właśnie o tej granicy i o tym, jak łatwo ją przekroczyć.

Bohaterowie nie są złymi ludźmi. Mają swoje ciche grzeszki albo małe wstydliwe tajemnice, ale generalnie nic osobliwego. Ich życiorysy wieją nudą. Małe podatkowe oszustwa, jakiś romans na boku, okazjonalna jazda po pijaku. Z kimś żona nie chce uprawiać seksu, a ktoś zalega z czynszem. Ktoś skrywa nieprzepracowaną traumę po wypadku, w którym zginęli bliscy, a ktoś zakochał się na całe życie po przypadkowym, imprezowym współżyciu.

Nosimy to w sobie tygodniami, miesiącami, latami. Od samych bolesnych i wstydliwych faktów jeszcze bardziej boli nas banał tych mikro dramatów. Za bardzo uwierają w środku, by normalnie żyć, ale ubrane w słowa czynią z nas ludzi… żałosnych. A przecież nikt nie chce być żałosny w swoim cierpieniu.

Katalizator

W każdej z tych historii dochodzi, jak już pisałam, do wybuchu. Zapalnik jest w środku bohatera, ale to sprzyjające okoliczności doprowadzają do tragikomicznych skutków. Nie tylko postaci są nieidealne. Społeczeństwo też ma swoje małe grzeszki.

Dyskryminacja ojców w stosunku do matek, polityczne wpływy na kulturę, bezradność wymiaru sprawiedliwości, złe prawo lokatorskie, przepisy utrudniające prowadzenie firmy, małomiasteczkowa rywalizacja – to nie są powody, by zabić, ale to są okoliczności, w których niczym wewnątrz wulkanu gotuje się lawa. Czy każdy z nas może stać się bohaterem kolejnej etiudy? Śmiem twierdzić po obejrzeniu filmu „kRaj”, że tak. Nikt nie zna bowiem swojej granicy wytrzymałości.

Estetyka

„kRaj” jest propozycją spójną estetycznie, choć nie każdemu ta estetyka będzie odpowiadać. To film z gatunku tych, w których sporą część budżetu stanowiła sztuczna krew.

Jest to też jednak film dobrze zagrany. I to właśnie aktorstwo w dużej mierze chroni tę produkcję przed porażką. W obsadzie znajdziemy parę znanych nazwisk: Krzysztof Stroiński, Marian Dziędziel, Grażyna Barszczewska, Violetta Arlak. Jest też sporo nowych twarzy. Co najważniejsze, stworzone przez nich postaci są wiarygodne, naturalne, przekonujące i to pomimo abstrakcyjnych sytuacji, w których się znalazły oraz krótkiego czasu (zaledwie kilkadziesiąt minut na etiudę) na ich zaprezentowanie.

Sen o wielkości

Sztywny Pal Azji śpiewał kiedyś piosenkę: „Wieża radości wieża samotności”. Słyszymy ją podczas napisów końcowych filmu „kRaj”. Jest ona kluczem do wszystkich historii. Wszyscy po trochu myślimy o sobie poważniej niż wskazują na to opowieści naszego życia. Nasze wielkie dramaty i wielkie sukcesy, nasze  fundamenty, nasze chwile wzlotów i upadków – wszystko to określić można słowem – banał, a z lekkiego dystansu jest dobrym materiałem na tragikomedię.

W naszej głowie wciąż śnimy sny o potędze. I nie chodzi nawet o ambicje i plany życiowe. Śni nam się, że mamy wpływ na nasze decyzje, że kierujemy naszym losem, zachowaniem, ale to tylko ułuda, którą może rozwiać splot byle wydarzeń. „Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały” – słyszymy w głośnikach. W filmie nie chodzi o to, że jutro naszej wielkości nigdy nie nadchodzi. Bardziej o to, że zryw naszej wielkości jest fajerwerkiem, a z oddalenia nasza życiowa rewolucja to tylko materiał na krótką, kryminalną informację w wiadomościach telewizyjnych.